Możesz powiedzieć o kimś naprawdę wiele, zwiedzając jego dom, bądź miejsce pracy. Jeśli we wczesnych latach 90tych, zatrzymałbyś się w ciasnym apartamencie Jeffreya Dahmera, mogłbyś zauważyć, że coś wycieka z jego lodówki. A John Wayne Gacy? Pod jego strojami klaunów, jego podłogą, mógłbyś poczuć ostry zapach rozkładającego się mięsa. Podobnie jest z rockowymi zespołami. Odwiedzisz Abbey Roads Studio i zobaczysz którędy chadzali Beatleasi. Pojedziesz do CBGBs i poczujesz, gdzie panowali Ramones. Nie inaczej jest z Tool.
W drzwiach zapuszczonego studia w Hollywood, zostałem przywitany przez Dannego Careya – perkusistę tej legendarnej już kapeli. Najpierw pokonałem ciemny korytarz prowadzący do pomieszczenia z sofą i wielkim systemem dźwiękowym. Wielki geometryczny kształt wypełniał sufit, który dodatkowo przyozdobiony był gargulcami i licznymi czaszkami. Jedną ze ścian zdobiły dwa stuletnie miecze, użyte raz przez ojca Careya w jakimś masońskim obrzędzie. Pozostałe ściany zdobiła maczuga, okultystyczna biblioteczka z pierwszymi wydaniami książek Aliestera Crowleya, rzeźba Szukalskiego, obramowana fotografia Aphex Twina wraz z Carlem Palmerem oraz filmy science-fiction w stylu Frankensteina z lat 50tych. Oprócz ściany z gitarami i wzmacniaczami, za perkusją Dannego ustawiona jest Enochiańska tablica magiczna, z wypisanymi imionami aniołów, używana w seansach spirytystycznych. Na sofie roi się od dziwnych przedmiotów: gadającej perkusji, krzesełka uszytego z zebry, czy – wyglądających na starożytne – kamieni. Miejsce jest pełne sekretów, ale czy owe sekrety mogą zostać wyjawione każdemu gościowi?
“Można być otwartym, mówiąc o pewnych sprawach” – odpowiada Carey. “Inne rzeczy powinny zostać ukryte przed oczyma niewtajemniczonych” (Śmiejąc się) “Odziedziczyłem to po ojcu – zawsze myślę naprzód, dalej niż to o czym mówią mi ludzie. Robię ogólne rozeznanie i wymaga to wytrwałości. Czasami musisz wykazać się odwagą i zmierzyć się twarzą w twarz z czymś, z czym nie chcesz się mierzyć. Życie nauczyło mnie, że ta odwaga zawsze się opłaca.”
Odwaga i siła to cechy którymi członkowie Tool musieli wykazać się nagrywając Lateralusa – dotychczas ich najpotężniejszy i najbardziej progresywny album. Spędzenie dwóch lat na niekończących się procesach sądowych z poprzednią wytwórnią płytową, tylko wzmocniło determinację zespołu. Na Lateralusie roi się od pomysłów. Przytłaczający, przepełniony długimi kompozycjami – wliczając w to rytualne rytmy, plemienne solo perkusyjne, parne gitary, improwizacje wzbijające się nad polirytmikę i wzniosły wokal; wszystko to w nieziemskiej aurze demonicznych sakramentów. W porównaniu z Aenimą, bardziej pokręcony, absorbujący i apokaliptyczny. Kiedyś była Aenima, teraz jest N*Sync i Britney. Czy Lateralus ma szansę na ciepłe powitanie na skretyniałym do reszty rynku muzycznym?
“Istnieje obawa, że przez te lata u ludzi skrócił się czas, kiedy mogą pozostać w stanie całkowitego skupienia (…)Dużemu procentowi ludzi nie podoba się obecny stan przemysłu muzycznego, budzi on w nich obrzydzenie. Lateralus zatem będzie dla nich świeżym haustem powietrza. Chciałbym powiedzieć, że będzie to rewolucja, która przełamie bariery i wskaże miejsce inspiracji wielu zespołom, tworzącym na przestrzeni ostatnich lat. Zaraz jednak nasuwa się pytanie: skoro najlepsza rzecz, jaka wyszła spod ręki Trenta Reznora – The Fragile – nie sprzedała się prawie w ogóle, to co będzie z Nami? Jesteśmy jednak zespołem który wierzy w jedną idee i jest jej bardzo oddany. Cztery istnienia prące do przodu, jak tylko potrafią, by dotrzeć do celu. Na płycie są zawarte kompromisy między nami, które ostatecznie uczyniły płytę bardzo silną. Jest ich o wiele więcej, niż może wskazywać na to liczba tworzących Tool osób” – wyjaśnia Danny – “To jak małżeństwo. Wszystko kręci się wokół komunikacji. To główny powód dla którego nasza muzyka staje się coraz mocniejsza. Tak długo jak będziemy się komunikować, muzyka będzie się stawała coraz głębsza, emocjonalnie i intelektualnie.”
Podobnie jak dobre małżeństwo, albo raczej rozwiedzione, dziwne rzeczy zaczynają się dziać, kiedy muzycy zaczynają grać razem naprzeciw wielkiej Enochiańskiej tablicy. Nazwijcie to przywoływaniem duchów, przyzywaniem demonów albo zatracaniem się w trzecim wymiarze – Tool wie, o co w tym wszystkim chodzi.
“Rozwojowi naszej komunikacji towarzyszą coraz częściej różne zdarzenia. Czym lepsza komunikacja, tym jest ich więcej (…) Tytułowy utwór na Lateralusie początkowo nazywał się 987. Wzięło się to z partii basowej Justina. Najpierw grał na 9/4, później na 8/4 i 7/4. Później Maynard zauważył, że ma to coś wspólnego ze spiralą i odkryliśmy, że w istocie jest to 16sta wartość ciągu Fibonacciego, który jest matematycznym równaniem spirali. Utwór nabrał dla nas nowej mocy; było to kwestią komunikacji. Magiczne momenty tego typu, czasami wystarczają abyś wokół nich zbudował całą kompozycję.”
Wychowany w duchu okultyzmu (ojciec Dannego był pełnoprawnym członkiem społeczności masońskiej), nie raz był świadkiem obrzędów prowadzonych przez ojca. Wywarło to silne wrażenie na psychikę Carreya, który obecnie jest głęboko zafascynowany teorią i praktyką okultystyczną.
“To zdecydowanie źródło mojej inspiracji. Staram się szukać informacji, które z różnych powodów zostały na przestrzeni lat ukryte przez religijne “fakty”. Z powodu ukrycia tych informacji, wielu ludzi zostało skrzywdzonych. Znalazłyby się odpowiedzi na wiele pytań, które teraz ludzie sobie zadają. To przekleństwo w świecie psychodelików, w którym LSD mogłoby być niczym teleskop Galileusza. Niestety rząd zakazał jego sprzedaży. Muzyka, sztuka i cenzura nie współgrają ze sobą i nie zgadzam się na cenzurowanie wszystkiego. Czy słyszeliście kiedyś o wojnie wypowiedzianej telewizji, bądź kawie? Zawsze jest mowa tylko o wojnie z narkotykami.”
Ostatnie nagranie na Lateralusie (Faaip de Oiad) jest jedną z bardziej strasznych i emocjonalnych rzeczy jakie mi było dane słyszeć. Udręczone istoty, zwierzęta, dźwięk jakiegoś wiercenia i smażenia . W tle tych wszystkich okropności, samotny człowiek wygłaszający tyrady o obcych z innego wymiaru w rytm szalonej perkusji Careya. Brzmi to wszystko jak kilkadziesiąt dusz, zamkniętych w małym pudełku; Danny twierdzi jednak, że to po prostu kolejny dzień pracy z Tool.
“Pewnej nocy, moje radio kompletnie zwariowało i zaczęło zniekształcać głos. Czekałem wtedy na jedną z nocnych audycji i kiedy rozpoczęła się, brzmiało to jak pozaziemska transmisja. Spostrzegłem, że radio zaraz wyzionie ducha, więc wcisnąłem przycisk REC. Nagranie miało formę kompozycji więc rozwinąłem je i uczyniłem maksymalnie przerażającym.”
Otoczony przez czaszki, okultystyczne książki, demona, którego Danny sam kiedyś przywołał, nasuwa mi się pytanie “Czy studio w Hollywood może być korytarzem między różnymi wymiarami?”
Danny na to: “Nie wiem czy duchy istnieją. Jednak coś, bądź właśnie one, co jakiś czas dają o sobie znać tutaj. Słychać pewien dźwięk, który wokalista Zaum(poboczny projekt Careya) nazywa “przerażonym psem, Moly” Brzmi on, jakby gdzieś w oddali zawodził jakiś pies. Jeśli pobędziesz tutaj cały dzień, usłyszysz to. Jest tutaj od momentu kiedy się przeprowadziłem. Każdy kto tu był, słyszał go, więc kiedy nawala sprzęt, możesz przysiąc, że to sprawka tego złego ducha.”
Wywiad odbył się zaraz po premierze Lateralusa
Tłumaczył Mofu

