
Czasem śpiewanie piosenek o pożeraniu niemowląt, połykaniu trucizny i gniciu w apatycznej egzystencji może powodować stres. Więc od czasu do czasu Maynard James Keenan lubi uciec od tego w cholerę. Przyjeżdża tu, do sanktuarium w L. A. ? Doliny San Fernando ? malowniczego miejsca, gdzie może się zrelaksować, kontemplować albo po prostu mieć trochę maynardowego czasu.
Miejsce, znane jako City Walk, jest umieszczonym na wolnym powietrzu jadłodajnio-promenado-parkiem rozrywki, najważniejszym miejscem dla konsumentów wokół hollywoodzkiego megalopolis Uniwersal Studios. Niecałe trzy minuty do studia, gdzie Keenan wraz ze swym zespołem zmagają się z wściekle oczekiwaną nową płytą ta ogromna świątynia nierozsądnego wydawania pieniędzy wita nas dziś Lennym Kravitzem z niemożliwych do uniknięcia głośników. Wzdłuż chodnika sprzedają aerograficzne portrety Tupaca i Barbary Streisand, podczas gdy sklepy proponują figurki, kolekcje, różowe krówki i inne pierdoły. Dzieci biegają. Mamy krzyczą. Zaczyna się odliczanie do migreny.
?Tu jest tak blisko do piekła, jak tylko może? mówi Keenan, spoglądają w dół na promenadę. Patrzy w lewo, potem w prawo. ?Gdy jest tłoczno, niemal nie mogę tego znieść? kontynuuje ?Chcesz wziąć strzelbę, stanąć na górze i? wyrównać karmiczne rachunki, jakby to można nazwać?.
Te słowa nie pochodzą od gotyckiego motocyklisty z dredami, wytatuowanego B-boya, ani innego stereotypu osoby reprezentującej ?ciężkiego? rocka. Skory do bitki, Keenan idzie przez tłum z ogoloną głową, w czarnej koszulce Nike i nerwowym wyrazem twarzy, podobnym do teriera Jack Russel. Ma ciemny, kilkudniowy zarost i nobliwy nos, który nazwalibyście ?ludowym?. Mógłby grać ulicznego informatora w filmie o policjantach. Nie nazwalibyście go typowym wokalistą, który opanował miliony szalonych na punkcie metalu koncertowiczów i wprawił w ruch jeden z największych kultów rockowych z dwoma innymi zespołami: Toolem i nowym wyzwaniem, A Perfect Circle, które założył z kumplem Billym Howerdelem, i którego debiut zdobył podwójną platynę.
Właściwie, biorąc pod uwagę występowanie w kostiumach i wideoklipy bez ludzi, Keenan jest prawdopodobnie jedyną rockową megagwiazdą, która jest właściwie nierozpoznawalna, nawet dla swych fanów. ?Pewnego razu Adam i ja wychodziliśmy z Hollywood Palladinum po obejrzeniu koncertu? przypomina sobie ?I gdy się pożegnaliśmy i rozdzieliliśmy do swych samochodów, podbiegł do mnie jakiś napalony dzieciak – ?O mój Boże, o mój Boże, czy właśnie rozmawiałeś z Adamem z Toola?? więc odpowiadam ? Tak, fajny gość, idź z nim pogadać, pewnie zaprosi cię na kolację?.
Nawet jeśli aparycja Keenana nie jest znajoma, nastawienie snajpera powinno być, przynajmniej dla fanów ostatniego albumu ? ?nimy z 1996 roku, której tytułowa ścieżka [bzdura! ? przyp. tłumacza] opisuje naturalną katastrofę, która zmiecie ?pierdoloną, beznadziejną dziurę zwaną L.A.? i ?porwie miliony oniemiałych głupców?. Jako wokalista i tekściarz, Keenan znalazł sposób na przekształcenie takich myśli jak smutek, surrealizm, zjadliwy komizm w klasyczny zeppelinowski dramat. Teraz jest jednym z ostatnich ambitnych artystów hard-rocka lat ?90, ciemnego rocka pogrzebowego, którego piosenki gwałtowanie mieszają przemyślane orkiestrowe kawałki niesamowitych dźwięków i gniew i te spektakularne mroczne klipy (jak ?Prison Sex? i ?Stinkfist?), które prawie nigdy nie pokazują żadnego z członków zespołu.
Koncerty to inna para kaloszy. ?Możesz policzyć na palcach jednej ręki zespoły mające dobrego frontmana? mówi Sharon Osbourne, żona Ozzy?ego i organizatorka Ozzfest. ?Maynard jest definitywnie jednym z nich. Ma jeden z najlepszych głosów wszechczasów i jest taki kreatywny. Nie wiesz czego się spodziewasz, gdy go widzisz. Jest po prostu zadziwiający?. Poza tym ? ten człowiek wie jak się posługiwać rekwizytami. Ubiór sceniczny Keenana zawiera biustonosze, długie blond peruki, niebieską i białą farbę do ciała, protezy piersi, Speedos, fotel inwalidzki, i błyszczący, mający wielkie klapy garnitur telewizyjnego kaznodziei. (Nosząc ten ostatni, rozpoczął koncert machając limitowaną edycją pozłacanej Biblii, którą później rzucił w tłum.)
Jednak dziś Keenan wygląda tak nierozpoznawalnie jak każdy przemądrzały wyrzutek omijający pułapki na turystów. Gdy dochodzimy do sklepu Out-Takes, który oferuje możliwość umieszczenia ludzkiej twarzy w wizerunku bohatera z filmu albo gazety, Keenan wybiera między torsem strażaka z Backdraft i przystojniakiem z Muscle & Fitness. Ostatecznie wybiera plakat aktualnych 102 dalmatyńczyków. ?Będę miał ciało Glenn Clone? mówi ?które uważam za niezłe?.
Gdy pomocnik usadza Keenana przed niebieskim ekranem wydarza się coś dziwnego. Z rękami spokojnie złożonymi na podołku, Keenan zaczyna się zmieniać. Jego czarne jak węgle oczy zaczynają błyszczeć jakby oglądał jakąś odległą katastrofę. Kąciki jego ust obniżają się, nadając twarzy wygląd śmiertelnej maski. Migawka pstryka. Poza pęka. Pomocnik i jego współpracownicy wybuchają aplauzem.
Minutę później mamy fotografię. Wystając z futrzanego kołnierza disneyowskiej divy, twarz Keenana wygląda bardziej jak klasyczny przykład mitologicznej tragedii niż Cruelii de Vil. Jego niewypowiedziana udręka przywodzi na myśl św. Sebastiana, którego przebito strzałami lub Prometeusza przykutego do skały, któremu orzeł wyszarpuje wątrobę. Gdy pytam o co chodziło w tym przypadku, Keenan wzrusza ramionami.
?Cóż, starałem się złapać to, co najprawdopodobniej czuła Glenn Close podczas kręcenia 102 dalmatyńczynów? mówi. Patrzy na zdjęcie przez parę sekund. ?To można by nazwać ?Czuję psie gówno.??
Pewnego pięknego, słonecznego styczniowego dnia w Los Angeles, członkowie Toola siedzą grzecznie w mroku. Wraz z Davidem Bottrilem pochylają się nad konsolą miksującą, kończąc prace nad Lateralusem. Rozglądają się wokół zaniepokojeni, częściowo dlatego, że zdają sobie sprawę, że są jednymi z nielicznych ocalałych z Klasy Hard Rocka z lat ?90.
?Alice In Chains, Helmet, Soundgarden a teraz RATM?, mówi Danny Carrey ? wysoki gość z ciemnoblond włosami z małego miasteczka w Kansas. Wzdycha ciężko. ?Naprawdę ciężko uwierzyć, że oni wszyscy odeszli?.
Obok niego siedzi basista, Justin Chancellor, ma ciemne włosy do ramion, bródkę i podkrążone oczy. ?Potrafimy to zrozumieć. Naprawdę ciężko jest utrzymać zespół w całości? mówi niskim głosem z północnoangielskim akcentem przypominającym Dereka Smallsa. ?Ale jeśli o nas chodzi ? naprawdę warto?.
Keenan mówi, że wzajemny szacunek dla gustów innych (Jones lubi death-metal, Keenan raczej Bułgarski Chór Kobiecy) jest prawdziwym źródłem długowieczności Toola. ?Naszą wspólną cechą jest umiejętność słuchania, mówi, ?Słuchasz innych i znajdujesz miejsce gdzieś pośrodku. Jeśli nie ma dla ciebie miejsca ? czekasz aż się znajdzie?.
Ale trzy lata wcześniej, gdy wszyscy byli gotowi do rozpoczęcia pracy nad Lateralusem, mieli miejsca trochę więcej niż zwykle. ?Maynarda nie było przez większość czasu, mówi Carey, zajmował się swoim APC?. Chancellor dodaje ?Nie zaprzestaliśmy prac gdy go nie było. Wpadał czasem na chwilę. Ale mijała chwila i znowu zostawaliśmy w trójkę?. Zespół najczęściej tworzy muzykę a dopiero później dodaje teksty, więc sporą część pracy wykonali, gdy Keenana nie było. ?To trochę niecodzienne? przyznaje Carey. Jeśli jest jakieś napięcie, nikt nie daje tego po sobie poznać.
Więc mamy tło do Toolowego powrotu ? ?poza muzyką?. Czterech przyjaciół od dekady boryka się ze zmianami, stawia czoła rywalom i stara się odnaleźć komunikację z pozostałymi. To nic prostego, ale wydaje się nieodzowne. Po wydaniu Aenimy, Keenan powiedział ?Każdy aspekt naszej pracy, piosenka, wideo czy okładka jest torturowany przez każdego z nas. Nic w tym zespole nie przychodzi łatwo.? We wcześniejszych wywiadach Tool często odnosił się do książki A Joyful Guide to Lachrymology, której istnienie jest wątpliwe. Tak czy owak, mówi ona: ?Gdy nie ma bólu ? nie ma powodu ni żądzy tworzenia?.
Cóż, zdaje się, że Tool odnalazł powód aby myśleć i tworzyć dużo. Tłumacząc tytuł piosenki, Keenan mówi ?Rdzeniem jest myślenie o rzeczach nieoczywistych. A także ludzka forma spirali.? Carey dodaje ?Początkowo nazywał się ?987? dla oznaczeń metrum. Wtedy okazało się, że 987 jest 16tym stopniem sekwencji Fibonacciego (w której każda liczba całkowita jest sumą poprzednich dwóch). To było fajne?.
Jeśli wyczuwasz w tym idiotyzm ? to zrozumiałe. Powszechne rozumienie ?rocka planowego? ma kilka definiujących cech charakterystycznych. Dziwne metrum. Piosenki dłuższe niż siedem minut. Tytuły jak ?Parabola?. Lateralus zawiera to wszystko. Gdy ?matematyczny rock? określa wszystkie jajogłowe, ambitne zespoły ? ci goście mają matematyczno-rockową piosenkę, która naprawdę jest o matematyce.
Keenan przekonuje, że jest inaczej. Nowe piosenki dotyczą matmy i nauki jako metafory ludzkiego życia. ?Wszystkie są o relacjach? wyjaśnia ?Nauce o tym jak ponownie odnaleźć komunikację. Jak, jako kochankowie, artyści, bracia ? jak możemy odbudować tę piękną świątynię, którą zbudowaliśmy a później się zawaliła. To uniwersalne kwestie w relacjach.?
Inaczej niż na poprzednich albumach ? liryki Keenana są jakby Freudowsko luźno powiązane z emocjami sugerowanymi przez muzykę, która wznosi się, płynie i wykrystalizowuje z niemal Beethovenowskim namaszczeniem. Singiel ? ?Schism? ? przechodzi z falującego arpeggio w ciężkie niziny. Tytułowy utwór zaczyna się złowrogim Autrechtowskim rytmem i przechodzi w solidny metalowy riff, gdy słowa Keenana zarysowują historię świadomości nad cyfrowo wykonanymi tablami i bębnami konga
Lateralus jest dziełem myślących, dorosłych optymistów, którzy ciągle chcą naprawiać świat, facetów, którzy odrzucają męczący bagaż uczuć i walczą, muzycznie, by wejść na wyższy poziom. A stawka jest duża, bo ukochany zespół i istotne relacje wiszą na włosku.
Jedenaście lat temu czterech zwykłych gości stworzyło zespół, który nazwaliby po prostu ?Dziwacy ? Danny Carey, Justyn Chancellor, Adam Jones, Maynard James Keenan?. Jones robił w filmach, przygotowując efekty dla takich jak Terminator 2 i Jurassic Park. Carey i Keenan byli statystami w Green Jelly, ten ostatni debiutował falsetem jako trzy małe świnki. Tych trzech spotkało Paula D?Amoura, którego później zastąpił Chancellor.
Poza zbieraniem bułgarskiej sztuki z lat 30, płyt Black Sabbath i King Crimson ci ludzie mieli zmienić oblicze ?ciężkiej? muzyki. Keenanowskie makabryczne sygnały z podświadomości ? ?I?m just a worthless liar, I?m just an imbecile? zostały skomplikowane przez jego dystyngowaną niejednoznaczność wokalu ? słodki, delikatny głos trubadura przechodzący we wspaniały metalowy wrzask. Ich piosenki, wymęczone wystarczająco by zasłużyć na porównanie do Cure czy Nine Inch Nails zawierały niewiele schematów, jak przystało na młodych ludzi. W 1993 po tym, jak pojawili się w Loolapaloozie, wybuchnęli. Opiate, wydane w ?92, Undertow w ?93 i Aenima w 1996 wszystkie stały się złote albo platynowe. Ostatnio wydany Salival sprzedał się w 250 000 kopii. ?Nie potrafiłabym wskazać tak cenionego jak Tool zespołu? mówi Lisa Worden, dyrektor muzyczny Los Angeles KROQ ?Nigdy nie idą na żadne ustępstwa z własnymi przekonaniami i żądaniami. Zbudowali całkowicie lojalną i ogromną grupę fanów, która ciągle rośnie?.
Fani pojawiają się przeróżni. ?Tool jest prawdopodobnie najlepszym zespołem na tej planecie? mówi Fred Durst na MTV ?Z nimi jest coś nie tak Są zbyt dobrzy. Wiedząc coś, czego reszta nie wie. Nie mogę się nawet z nimi porównywać.?
Z tym ostatnim, członkowie Toola pewnie by się zgodzili. Świat ciężkiego rocka zmienił się odkąd Tool był ostatnio na scenie. Nie tylko dyskursy Junga i ciągi Fibonacciego nie są już tematem. Nawet kwestie bólu i niedopasowania są nieaktualne. Stały się czymś w rodzaju użytecznych haseł, cała koncepcja uległa redukcji do tego, co za Papa Roach nazywa się ?Zranili mnie/więc śpiewam?. Śpiewaj w zwrotce. Krzycz w refrenach. Skacz ile się da.
Płyty Toola nie ma z tym wszystkim wiele wspólnego. Są ciężkimi, dziwacznymi przekazami z daleka, pełnymi filozofii, dowcipów, dziwnych dźwięków i wyobrażeń. To wszystko zajebiście ciężko osiągnąć. Pewnie dlatego nic nie wydali od pięciu lat.
Poza tym, w tym biznesie, oczekiwanie jest normą. Trzy lata temu Tool został pozwany przez swego siedmioletniego managera, Teda Gardnera, współzałożyciela Loolapaloozy. Gardnem pozwał ich na pięć milionów dolarów (koszta menagementu, defraudacje, etc.) i całe to gówno wstrzymało tworzenie muzyki na, dosłownie, lata.
Żeby uciec przed tym wszystkim, Keenan założył z kolegą z pokoju, gitarzystą i technicznym Toola, Billym Howerdelem ? A Perfect Circle. ?To wszystko było takie wkurwiające? mówi Keenan ?Musiałem zająć się czymś innym?. Ich debiut Mer de Noms zawierał zabójczy industrial-rockowy singiel Judith, którego refren ?Pierdol swego Boga, swego Chrystusa? przyciągnął fanów NINa. Cały krążek wskazał na muzyczny potencjał kompozycyjny Howerdela w połączeniu z tekstami Keenana, co przyciągnęło nawet większą widownię niż Tool. ?Myślę, że słuchając APC można pomyśleć o mnie coś totalnie innego? mówi Keenan ?To brzmi dużo bardziej jak Cure. Jest dużo bardziej eteryczne i przystępne. Poza tym, myślę, że fani Toola nie wiedzieli, że potrafię śpiewać?.
Poza dawaniem Keenanowi możliwości wyrażenia swej bardziej eterycznej strony, APC skomplikowało działanie Toola. Do tego stopnia, że członkowie APC nawet odmawiają wywiadów na ten temat. Co da się zrozumieć. Ogromny sukces Keenana mógłby zdenerwować i zniechęcić jego długotrwałych współpracowników. Ale wtedy, jak się zdaje, okazało się, że niewiele w Toolu jest typowego.
Wszystko dzieje się w Las Vegas. Mocno oświetlona sala, pełna ludzi zdających się cytować Kurta Cobaina ?oto jesteśmy/zabaw nas?, uśmiechających się ironicznie, co jest nieszczególnie inspirujące. Wszyscy zdają się myśleć jak Johnny Rotten z Sex Pistols ? ?Czy nie czujecie się zrobieni w chuja??.
To jest współczesny Babilon. To tutaj APC gra dziś wspólnie z ?Carribean Stud Poker?. W tłumie widać wielu ludzi w koszulkach Toola, obok nich goci i cały przekrój punkowców. Piękna 25-letnia laska o pseudo Jesień wyjaśnia czemu woli APC niż Toola ? ?APC nie brzmi tak satanistycznie? mówi. Długowłosy Todd przyprowadził na show swoją 10-letnią córkę, Clarissę. ?To nasze pierwsze doświadczenie związane z Maynardem? mówi. Bardziej poważni kultyści Maynarda mówią o jego występach ?Zawsze chodzi o jego kostium? stwierdzają ?za każdym razem starają się cię czegoś nauczyć?.
Dziś, lekcja zaczyna się od samotnej środkowoeuropejskiej nuty na wiolonczeli. Keenan wchodzi mając na sobie perukę z długich, czarnych włosów, w ciemnej czapce, bez koszulki, w błyszczących, czarnych majtkach. Dzieli wiodące wokale z Billym Howerdelem, który, ze swoją ogoloną głową, wygląda jak mniejszy Billy Corgan. Keenan stoi jak słup, nieruchomy pomiędzy zwrotkami, nieco zgarbiony, umięśniony, budzący respekt i, w jakiś sposób, szalenie interesujący. ?On nigdy nie mruga, stary? mówi nasz maynardowy ekspert, oceniając krytycznie dwa wielkie ekrany po obu stronach sceny ?on nigdy nie mruga?.
Mając tylko jeden album, APC wykorzystuje istniejące liryki i piosenki, by tworzyć na żywo coś w rodzaju remixów. Piosenki przechodzą jedna w drugą tworząc wspaniałą, głęboką i przekonującą nieszczęśliwość. Kończą genialną wersją ?Ashes to Ashes? Dawida Bowie.
Tool i APC rzadko grają bisy. ?Nie wkurwiam publiczności? powiedział kiedyś Keenan. Dziś wieczorem mówi tylko ?Więc, to by było na tyle?. Żadnego gigantycznego kibla, żadnych tancerek w klatkach, żadnych nadmuchiwanych świń. I jakimś sposobem ? nikt nie czuje się zrobiony w chuja.
Widać, że Keenan opanował sztukę rocka perfekcyjnie. Widzi dużo nowych zespołów rockowych chcących odświeżyć twórczość przez nawiązania do Cobaina. Ale zaleca szukanie inspiracji nieco dalej. ?Myślę, że zespoły jak Judas Priest i Queen osiągnęły wielkość przez akceptację widowni? mówi ?Myślę, że niepowtarzalność i emocjonalność ciężkiej muzyki jest wyrazista ze względu na swe pochodzenie. Bo wiemy, że Rob Halford i Freddie Merkury byli gejami i nie mogli o tym mówić głośno. Stąd bierze się frustracja. Stąd bierze się pasja?. Nie wstrzymujcie jednak oddechu czekając na kolejny dowód nieocenionej roli frontmana-geja.
U Keenana frustracja i pasja powstały przez dorastanie w małym miasteczku. Syn środkowozachodnich nauczycieli w szkole średniej, został uniwersyteckim zapaśnikiem, atletą i głęboko skrytym fanem Joni Mitchell. ?Nie mogłeś po prostu słuchać Joni Mitchel w ogólniaku? przypomina sobie ?Musiałeś słuchać Knack, AC/DC i Cars?.
Po ogólniaku, Maynard zrobił dziwną rzecz jak na przyszłego metalowca ? wstąpił do Armii. ?Chodziło o przekonanie się. Coś jak ?pozwól mi zrobić najgłupszą, najbardziej nielogiczną rzecz, na jaką wpadnę? mówi ?I jeśli okaże się, że to nie to ? będę wiedział, że to nie to?.
I kiedy poczuł, że to nie to?
?W momencie, gdy autobus odjechał z parkingu. Stwierdziłem, że? zjebałem?.
Po zwolnieniu, pojechał do wymarzonego przez wszystkich Los Angeles by zająć się sklepem dla zwierząt. Na pamiątkę po występie w sieci sklepów Petland ma bezwłosego kota. ?Emocjonalnie są jak psy? mówi ?Nie są tak powściągliwe?.
Keenana ciągnęło też do podziemnej sceny komediowej, gdzie grał w klubach po godzinach, nawiązując przyjaźnie z wzrastającymi komikami, jak David Cross i Bob Odenkirk, który później grał w odcinkach Mr. Show. Niewiele jednak pamięta z tego okresu.
?Maynard po prostu jest zabawnym gościem? mówi Carey, którego opinia wywodzi się z godzin spędzonych na wspólnym nagrywaniu. Na Aenimie ?Die Eier von Satan? brzmi jak nagranie z Norymbergi ? jest tak naprawdę czytanym przez megafon przepisem na ciasteczka. ?Message to Harry Manback? jest niezbyt wiarygodną groźbą od byłego przyjaciela przy wtórze NINowskiego pianina. Ostatnimi czasy, strona Toola wskazuje, że fani spodziewają się utworów jak ?Encephalitis?, ?Coeliacus?, ?Pain Canal? i ?Lactacion?, co świadczy o reputacji Toola.
Za Goethem ?ludzie pokazują swój charakter najbardziej w tym, z czego się śmieją? ? Maynard jest nietypowym gościem. Ale jeśli sądzilibyśmy go po ludziach, z którymi się trzyma ? wydaje się równie niecodzienny. Wśród jego przyjaciół znajdziemy Trenta Reznora i członków RATM, Melvins i Deftones, którzy tez wszyscy są przyszłymi współpracownikami (Reznor i Keenan wiodą w nadchodzącym, supertajnym projekcie Tapeworm).
?Maynarda ciężko porównać z jakimikolwiek muzykami? mówi Chino Moreno z Deftones ?Jestem pewny, że zdaje sobie z tego sprawę i dlatego jest takim sprytnym małym pierdolcem? mówi ?I wierzy, że można oddzielić to, kim się jest od tego, co się tworzy. I myślę, że obaj wierzymy w skuteczność frazy odnośnie wszystkiego, co pokazujemy światu – ?przecież żartuję, tylko tak sobie gadam?. Nigdy nie idzie na kompromisy z tym, w co wierzy i jeśli jest przyjacielem, to jest nim naprawdę. Ma dużą duchową wartość.?
Słońce zachodzi, gdy Keenan kończy swój spacer, sceneria przypomina opis L.A. z Aenimy ? ?jedna wielka świecąca pierdoła?. Ze sklepowego frontonu dobiega alarm. ?Nie masz prawa się tu bawić? mówi Keenan ?najwyraźniej jednak ktoś próbował?.
Keenan i jego koledzy z zespołu spędzili 10 lat na negocjacjach finansowych i zachowali poczucie humoru rozbitków. W Hooker with a Penis z Aenimy wokalista stoi naprzeciw młodego fana ?w Vansach, 501-kach, głupka Beastie?, który, pomiędzy łykami coli, nazywa go sprzedajną szmatą. Ten odpowiada, uznając swą winę ?sprzedałem się zanim choćby usłyszałeś moje imię/więc zamknij się i/kup mój nowy album/wyślij więcej kasy/pierdol się stary!?. Mieszanka sarkazmu, auto-pogardy i słusznego oburzenia jakoś pasuje do Toola.
I wreszcie, całkiem niedawno, długo oczekiwany album zmęczonego bohatera ukazał się światu i nie zwalił nikogo z nóg ? choć krytycy i Tool zgadzają się, że The Fragile jest genialną rzeczą. Sztuka tworzenia rocka wydaje się więc jeszcze trudniejsza.
Tool nie wydaje się zbyt zmartwiony. Niewiele jest rzeczy, w których Keenan pokłada nadzieję, ale fani są jedną z nich. ?Fani Toola nie patrzą na rocka z perspektywy głupiej męskości i innych durnych przesądów? mówi Keenan ?może robię z siebie durnia i totalnie przeceniam naszą publikę, ale czuję, że ci ludzie naprawdę myślą? ? mówi z nadzieją, że ci myślący poprą przemyślaną muzykę.
Przy odrobinie szczęścia ? poprą. Jednym z największych dokonań Toola może być odsunięcie języka muzyki od heroicznego walenia młotów, czarodziejów, potępienia i ? ostatnimi czasy – przerysowanego bólu dorastania i przybliżenia go ku bardziej życiowym tematom i myślom. Wbrew ujednoliconemu środowisku muzycznemu i średniości innych zespołów, wydaje się, że zespół spędził zbyt wiele lat na dążeniu do wyrobienia własnej, unikalnej marki, by się po prostu poddać.
Idąc w stronę garażu ?Jurassic Park? znajdujemy się w chłodnym blasku gigantycznego neonu reklamującego gitary Fender, który wisi nad pobliską Hard Rock Cafe. Moskiewsko ukształtowany budynek pasuje do dalekiej od spirytualizmu wizji rockowej branży 2001 roku.
Gdy pytam jak Tool planuje dostać się na ten rynek z wydumaną, jak Lateralus, płytą, odpowiada adekwatnie do swego wizerunku głęboko uduchowionego człowieka.
Chichocze i mówi po prostu: ?Będziemy się modlić?.
Wywiad został przeprowadzony w 2001 roku, niedługo po ukazaniu się pierwszego albumu A Perfect Circle “Mer de Noms”.
Tłumaczył seb_135

