Prąd głebinowy
Schodzilem pod powierzchnie dwukrotnie
oniemiałem przez głos,
mówi z głębin
z odmętów zimnej ciemnej wody
dwa razy jaskrawszy niż niebo
i dwukrotnie głośniejszy od rozumu
jest gleboki i żyzny jak niezmącony muł w korycie rzeki
paszcza pradu rozwiera się tuż pode mną
połykając mnie – nakłania i sugeruje
otacza, wciąga i porywa
ale jest mi tak dobrze… zbyt dobrze
zamknij się!
zalewasz mnie
jak mógłbym pozwolić by
powaliło mnie to na kolana znów i znów i znów
trzeci raz pod powierzchnią
ochrzczony przez głos, który
krzyczy z nieskończonych wodnych głębin
na wpół wysoki jak niebo
na wpół jasny jak rozum
jest zimny i ciemny jak muł w korycie
ale jest mi tak dobrze
o wiele za dobrze
czemu mnie nie zabijesz?
jestem słaby i otępiały i nic nie znaczę
znowu na kolanach
zatracony w euforii
wycofuję się
jestem w prądzie – bezbronny i czujny
zginę w twoim prądzie bo wydaje się, że nie ma z niego ucieczki
w euforii!

