Strona Vulture Droppings postanowiła kiedyś przeprowadzić dość nietypowy wywiad z Maynard James Keenan’em. Czemu nietypowy? Bo nie o muzyce, ale o horrorach w których frontman Tool się lubuje! Istnieje także dalsza część wywiadu, traktująca o powstającym wtedy jeszcze Puscifer, ale to kiedyś. Jeszcze kilka zdań w sprawie strony.
Cały czas pracuję nad rozbudową Comfortable-Space i jest już teraz więcej niż pewne, że nie będzie się ona ograniczać tylko do newsów. Postaram się przy tym, jak to tylko możliwe, odbiegać od standardów na tego typu stronach. O czym dokładnie mówię? Sam nie wiem. Po prostu daje się ponieść inspiracjom i nowym pomysłom których mam mnóstwo. Odwiedzając regularnie tę stronę, wspieracie mój pomysł za co bardzo Wam dziękuję. A teraz wywiadzik:
?: Proszę opisz swoje wczesne doświadczenia z gotykiem, groteska i/lub makabrą.
Maynard Keenan: Pamiętam jak oglądałem horrory we wczesnych latach mego dzieciństwa. Działo się to gdy odwiedzałem moją babcię w Ohio, w sobotnie poranki. Były to te z gatunku filmy o potworach. Pożyczałem wtedy od ciotki album Black Sabbath i włączałem go podczas oglądania filmu, ponieważ nigdy nie uważałem, że tamte soundtracki były wystarczająco dobre.
?: Co ciągnęło Cię do tych filmów?
Maynard Keenan: Jest mnóstwo rzeczy które lubię w horrorach. W każdym znajdzie się coś interesującego – to ich najsilniejsza strona. Niektóre potrafią przyprawić Cię o chichotanie inne o strach. Lubię te nisko budżetowe w stylu Ed Wood’a. Są też te “psychologiczne” które szczególnie “zabierały” mnie gdy byłem dzieckiem. “Egzorcysta” to było coś co mną naprawdę wstrząsnęło. Dorastałem w środowisku Południowych Baptystów o rygorystycznych zasadach więc kiedy “Egzorcysta” wszedł pierwszy raz do kin, nie mogłem obejrzeć tego filmu.
?: A teraz? Istnieją rzeczy które wywierają na Tobie porównywalne wrażenia?
Maynard Keenan: Nadal szukam ich w kinie. Filmy jak np “The Grudge”, gdy siedzisz w pierwszym rzędzie w kinie a szerokość obrazu wykracza poza twoje pole widzenia. W momencie gdy coś “wyskakuje”, dzieje się to zaraz przed Twoją twarzą. Podskakujesz, stwierdzasz, że się zesikałeś i to jest naprawdę zabawne.
?: Wspomniałeś o puszczaniu w tle filmu albumów Black Sabbath aby uatrakcyjnić ścieżki dźwiękowe filmów. Czy muzyka kształtuje sposób w jaki odbierasz horrory?
Maynard Keenan: Absolutnie. Weźmy remake “Świtu Żywych Trupów”. Istnieje wiele subtelnych rzeczy które możesz osiągnąć używając np ProTools. Tworzą one napięcie poprzez rzekomo niesłyszalne dźwięki jak np szum biały. Ścieżki dźwiękowe opanowały technikę podkręcania uczuć, kierowania odbiorcy w zaplanowaną reakcję. Zaraz przed tym jak coś uderzy, nagle następuje cisza, zupełna absencja dźwięku. No i znowu sikasz w majtki.
?: Czy sposób w jaki odbiera się horrory, zmienił się w czasie?
Maynard Keenan: Wiele filmów utraciło swoją moc wraz z pewnym okresem . “Egzorcysta” już nigdy nie będzie tak samo odbierany jak w momencie wydania, ponieważ tamte efekty specjalne nie maja już takiego “kopa”. Albo weźmy “Łowce Jeleni”. Nikt teraz nie rozumie, że 45 minut naprawdę nużącego gówna w tym filmie, odpowiednio przygotowuje odbiorcę do sceny z rosyjska ruletką. Moje ulubione filmy mogą obecnie nie trafiać do ludzi, ponieważ wymagana jest do ich oglądania cierpliwość.
?: A co myślisz o nowszych filmach?
Maynard Keenan: Jesteśmy obecnie zbyt ogłupieni i naprawdę trudną sztuką jest, kogoś teraz wystraszyć. Ludzie już nie wierzą w historie o duchach jak kiedyś. Więc jedynym sposobem na przerażenie kogoś jest go zbulwersować, wywołać w nim zgorszenie. “South Park”, “Family Guy” są czymś co teraz naprawdę wstrząsa ludźmi. Gdy to oglądasz mówisz sobie “Ej! Nie mogę uwierzyć, że to powiedział!”. Dla mnie to może być nowy nurt w szokowaniu w horrorach. Wyskakujący kolesie zza kadru to już przeżytek. W tym domu straszy! Na pokładzie samolotu są węże! Kogo to obchodzi? [Tutaj Maynard naśladuje odgłos chrapania].
?: A co z innymi ulubionymi produkcjami?
Maynard Keenan: Lubię “Ringu”, wersje japońską “the Ring”. “Ju-On” japońską wersję “The Grudge” także. Usiądź przed ogromnym ekranem i upewnij się,że masz pełny pęcherz. “Nosferatu” Klausa Kinskiego z Bruno Ganzem i jest przerażający, naprawdę przerażający. Lubię także “Manhuntera” Michaela Manna. Film bez efektów specjalnych i błyskotliwych efektów świetlnych. Dla mnie Brian Cox jest o wiele, wiele bardziej straszny jako Lecter niż Anthony Hopkins. Jest o wiele straszniejszy bo gdy na niego patrzysz, nie czujesz lęku. Nie ma tak strasznej facjaty jak Hopkins. Ale kiedy naprawdę spojrzy się i odezwie, stwierdzasz “On jest naprawdę straszny!”.

