Ulubiony superbohater: Dwight Schrute z The Office
Co odpręża, pomaga się “zresetować”: Jazda samochodem przed siebie i Alan Shore z Boston Legal
Zyciowe motto: “Save your drama for your mamma”
Koncertowanie czy praca w studio: Trudno powiedzieć. Kiedy wszystko idzie ok, występy na żywo są cudownym przeżyciem. Największą satysfakcję jednak odczuwam przy samym procesie tworzenia.
Pierwszy koncert: Elvis Costello w Convention Hall – Asbury Park, NJ. Fatalne nagłośnienie, stare pełne bałaganu miejsce w którym z Perfect Circle gralismy podczas pierwszej trasy. Wspominam je bardzo miło.
Pierwszy zakupiony album: pierwszy płyta The Cars na vinylu. Do dzisiaj świetne nagranie
Ulubiony album: Siouxsie and The Banshees – Tinderbox Scary
Muzyk z którym chciałbyś ale nie miałeś okazji pracować: Martin Gore. Probowalem kiedyś się z Nim skontaktowac w tej sprawie ale odmówił. Nie mam urazy. Mamy wspólnych przyjacioł ale postanowiłem później wystosować prośbę “oficjalna drogą” i kiedy nadarzyła się taka okazja, jego ludzie poprosili o wstępną próbkę materiału. Zrozumiała prośba, jednak ja mam świra i nie pokażę czegoś dopóki nie uznam, ze jest to skończone. Nie doszło do nagrania a kawałek leży.
Najwazniejsze dokonanie: Zdecydowanie nowa płyta. Przerażało mnie jej nagranie. Stanięcie obok i śpiewanie będąc zarazem bardzo powściągliwą osobą było dokonaniem z którego jestem bardzo dumny. Ok, moze skończmy z bezwstydną auto-promocją.
Najbardziej nieudany koncert: Lollapalooza w Salt Lake City. Gralismy w pełnym słońcu które dla zespołu starającego sie wytworzyć odpowiedni klimat, jest czymś zgubnym.
Znaczenie snów/koszmarów w tworzonej muzyce: Żadne
Zajecie w czasie wolnym od pracy: Pisanie muzyki
Zajęcie w autobusie podczas trasy: Pisanie muzyki
Za czym najbardziej tęskni w trasie: Rodzina
Z duchem jakiego zwierzęcia jestes spokrewniony: Pudu. Jestem delikatnym jelonkiem jak wiadomo.
Ulubiona książka: “Mały Poradnik Zycia” H. Brown’a
Najfajniejsza osoba jaka spotkał: Syn

