2008-10-09 Danny Carey odpowiada

Pod koniec trasy 10000 days, LiveDaily przepytało perkusiste Tool na kilka interesujących tematów:

LiveD: Podczas ostatniego roku, w niektórych miejscach byliście trzykrotnie i wszystkie bilety były wyprzedane

Danny Carey: To prawdziwe szaleństwo. Nie mamy tego w zwyczaju. To dla nas wielki komplement.

LiveD: Jaki jest powód takiej frekwencji na waszych koncertach?

Danny Carey: Myślę, że chodzi o zwracanie się za bilet. Bilety na nasze koncerty są tego warte: ekipa zgrała się naprawdę bardzo dobrze. Jeździliśmy w trasę z tymi samymi ludźmi już dłuższy czas i poznali nasze kompozycje naprawdę dobrze więc teraz wszystko działa jak należy: światła, video, muzyka.

LiveD: Jesteście już w trasie prawie dwa lata. W jaki sposób utrzymujecie tempo?

Danny Carey: Staramy się wprowadzać elementy improwizacji  w pewne rejony show. Cały czas tez próbujemy dodawać nowe utwory do naszej set listy. To wszystko sprawia, że czujemy się świeżo a to wszystko czego potrzebujemy na scenie.

LiveD: Piszecie nowy materiał na trasie?

Danny Carrey: Nie, pisanie podczas trasy nie wychodzi nam najlepiej. Okazjonalnie, robimy sobie mały jam session podczas ustawiania się przed koncertem. Wiekszość utworów jednak, które piszemy, powstają kiedy spotykamy się tylko w czworo. Idzie nam to zdecydowanie lepiej, gdy nie ma nikogo wokoło. Kiedy kontrolujesz otoczenie, możesz wkroczyć w kreatywna strefę.

LiveD: Przypięli wam etykietę zespołu art-rockowego. Uważasz, że słusznie?

Danny Carey:  Wychowalismy się na zespołach z taką łatką, więc można powiedzieć iż jest to komplement. Wkładamy mnóstwo wysiłków w umieszczaniu sztuki na naszych płytach i przekłada się to także na nasze koncerty. W tym sensie myślę, że jesteśmy art-rock.  Staramy się podnieść pałeczkę, upuszczoną przez takie zespoły jak Pink Floyd, które tworzyły całkowicie nowa rzeczywistość wokół swych fanów.

LiveD: Gdzieś czytałem, że macie zamiar zrobić kiedyś film?

Danny Carey: Długo o tym rozmawialiśmy ale nie ma jeszcze żadnych zdefiniowanych planów. Prawdopodobnie, nie chcemy zabierać się za to dopóki nie nagramy kolejnej płyty. Póki co, czujemy się dobrze nagrywając albumy i koncertując, więc nie widzę powodu by teraz to zmieniać. Tworzenie filmu oznacza prawdopodobnie 3 lata bez aktywności publicznej. Nie jesteśmy na razie na to gotowi.

LiveD: A będą ujęcia z zaplecza koncertowego?

Danny Carey: Nie, bardziej fikcyjna animacja. Cały prawdopodobnie by był stworzony za pomoca techniki stop-klatkowej, coś na kształt Labiryntu Fauna.

LiveD: Powiedziałeś, że nie jesteście gotowi na zaniechanie jakiejkolwiek aktywności publicznej. A czy jesteś świadomy długich przerw między albumami?

Danny Carey: Tak, musimy być w jakimś stopniu.  Jesteśmy szczęściarzami, że ludzie akceptują nasze pięcioletnie przerwy między albumami. Inne zespoły nie maja takiego komfortu. Naprawdę nie chcemy być  wtórni. Musisz sobie zrobić przerwę, urlop podczas którego nauczysz się czegos nowego bo inaczej będziesz się powtarzał. Staramy się bardziej być świadomi jakości produktu aniżeli czasu w jakim powstaje.

LiveD: Opisz swój proces tworzenia

Danny Carey: Kiedy spotykamy się po dłuższej przerwie, najpierw robimy długie, zakręcone sesje muzyczne.  Potrafia one trwać nawet kilka miesięcy – cały czas wszystko nagrywamy. Później wyszukujemy z tych sesji najlepsze fragmenty i staramy się je łączyć w całość. Niektóre z nich pasują do siebie błyskawicznie, inne wymagają mnóstwo pracy.  Nad niektórymi melodiami pracujemy tylko kilka dni, ale jest to naprawdę rzadko. Zazwyczaj trwa to około dwóch miesięcy, zanim możemy pójść z tym dalej – to naprawdę mnóstwo pracy.

LiveD: Czego życzyłbyś sobie, aby ludzie wynosili z waszych koncertów?

Danny Carey: Inspiracji. Mamy nadzieję, że podczas nich uczą się czegoś, zyskują inspirację do robienia czegoś ze sobą.

Skomentuj

You must be logged in to post a comment.