2009-02-12 Adam Jones (wywiad z okresu Lateralus)

Gdy siedzę na jednym z wyższych pięter nowojorskiego biurowca Tool ma próbę dokładnie pode mną w sali na parterze budynku więc hałas jest niesamowity. Tak duży, że moje zęby szczękają a ja sprawdzam czy spękany tynk z sufitu nie odpadnie całkowicie. Kiedy zgiełk nagle ustaje, jedynym dźwiękiem jaki słyszę, jest chrobot mojego długopisu. Różnica jest oszałamiająca, lecz w tym właśnie tkwi esencja i energia Tool. Niesamowity, olśniewający łoskot na przemian z ogłuszającą ciszą, fale ruchu i następująca po nich martwa cisza i cykl się powtarza lecz nigdy w tej samej formie/kolorze co wcześniej. Gdy pode mną znów rozlega się hałas ponownie martwię się o podłogę i sufit. Nie potrafię wyjaśnić tego wrażenia na które składa się wiele uniesień lecz wiem, że jest to to samo niesamowite uczucie, które sprawia, że Tool w sferze wizualnej jest tak olśniewający i nieprzewidywalny. Z pewnością gitarzysta Adam Jones będzie potrafił wyjaśnić to lepiej.

Bob Gulla: Czy uważasz samego siebie przede wszystkim za gitarzystę i kompozytora? Wiem, że twoje zainteresowania są szerokie.

Adam Jones: Muzyka od zawsze była częścią mojego życia, od kiedy byłem małym dzieckiem. Myslę, że cokolwiek bym zrobił będzie to sztuka stojąca w cieniu muzyki bądź muzyka stojąca w cieniu sztuki to pewien rodzaj zależności. Tak długo jak mam okazję wyrażać samego siebie obrazem i dźwiękiem jestem naprawdę szczęśliwy. Teraz naprawdę drzwi się dla nas otworzyły , ponieważ ja reżyseruję teledyski, tworzę oprawę graficzną albumów, dostaję swobodę, której potrzebuję. Tool to moje życie. Wielu ludzi jest pochłoniętych swoimi zespołami lecz chcą oprócz tego robić coś innego lub chcą odpocząć od muzyki. Kocham to ponieważ jest tak dużo różnych rzeczy, które możemy robić.
BG: Niektórzy gitarzyści gdy piszą, myślą o kolorach. Czy ty, gdy siadasz do pisania, myślisz w kategoriach obrazów?

AJ: Zdecydowanie. Piosenki stają się chwilami i dla mnie to jest to, co w nich lubię.
Jeśli pozwolę temu płynąć to gdzie mnie zabierze? I czy przy ponownym słuchaniu zabierze mnie w inne miejsce? Utwór “The Patient” przez długi czas nazywany był “Red”  ponieważ było to coś z czym każdy z nas naprawdę się utożsamiał i co naprawdę czuł.
Przy “Paraboli” Maynard mówił o tym jak ciężko jest wchodzić na piaszczystą wydmę lecz w końcu ci się udaje i pomyślałem wtedy “Tak ! Właśnie o tym myślałem” To sztuka, poezja i niesamowita rzecz. Czasami nie widzę nic innego poza  świetnym riffem i tym, że fajnie się go gra. Częściej jednak jest to wizualnie pobudzająca rzecz sprawiająca, że obie półkule twojego mózgu pracują.
BG: Zarówno muzyczny jak i wizualny aspekt zespołu spotyka się z niesamowitą aprobatą i pożądaniem. To z pewnością samospełnienie. Czy w związku z tym nie czujecie presji?

AJ: Nie, ponieważ chodzi tu bardziej o to, co nam się podoba. Jest to stare powiedzenie: “Drogą do szczęścia jest uszczęśliwianie siebie” Tu nie chodzi o biznes. To nie jest coś w stylu “Okay, potrzeba tego i tego żeby puścili w radio, a wtedy będę miał tyle kasy żeby kupić dom i samochód”. Tu chodzi o to, by dać się ponieść. Są różne stopnie ekspresji i jeśli po prostu będę robić to co lubię, to na pewno będzie to udane, bo w to wierzę.

BG: Jak szybko powstał “Lateralus” ? Brzmi tak spójnie jakbyście nagrali go na żywo.

AJ: Ten album był dla nas bardzo ciężką próbą. Jest naprawde osobisty i emocjonalny.
Całkowicie o nas. Powstawał etapami. Doprowadza mnie do szału, gdy ludzie mówią:
“Ten album powstawał pięć lat”. Wcale nie! Powstawał około roku. Mieliśmy dużo problemów
i nadal mamy ich dużo. Musieliśmy zmienić wytwórnie i zanosiło się na proces, próbowaliśmy ułożyć nasze sprawy. Straciliśmy naszego managera i utraciliśmy stare kontakty Tool’a, które oznaczały bezgraniczne zaufanie. Jest to więc cały nowy proces gojenia ran, ruszania dalej naprzód i stawania się lepszym biznesmanem i artystą. Tworzymy braterstwo i  każdy o każdego musi zadbać.
BG: To brzmi jak braterstwo. Bardzo dużo słychać Danny’ego i Justina. Ci goście są energią, za którą wszystko się kryje.

AJ: Tak więc możemy mówić o przejrzystości, którą bardzo polubiliśmy.Wiele razy bas i perkusja gubią się razem. Próbowaliśmy sprawić byś mógł usłyszeć każde z nich. Gdy zrobiliśmy pierwsze nagranie to było coś w stylu “Podgłoś gitary” wtedy inny mówił “Podgłoś bas”, i znowu inny “Podgłoś bębny !” i oczywiście “Podgłoś wokale “. Ostatnim razem odbyło się to bardziej wrażliwie. Tym albumem byłem naprawdę zdumiony, ponieważ nawet ja mówiłem “Myślę, że muszę wrócić w tej partii”.  Jeśli coś podkręcasz lub przyciszasz wtedy psujesz całą równowagę tego co chciałeś osiągnąć. Wszyscy zaczynaliśmy słyszeć tę przejrzystość i to czyja partia była ważniejsza, oparta na emocjach mających właśnie miejsce.
BG: Więc jednak jest dla was odkryciem to, że nauczyliście się słuchać nawzajem. Osiągnęliście ważne porozumienie…

AJ: To wciąż rośnie, a my stajemy się lepszymi muzykami. Uczymy się, że musisz coś poświęcić by całość brzmiała lepiej. Tu nie chodzi tylko o jedną osobę. Taki jest Maynard. Śpiewa i to co mówi jest bardzo ważne, wie on jednak, że jego głos to instrument i czasami musi zostać trochę z tyłu. Inaczej musisz usiąść trochę bliżej głośnika by tego doświadczyć.
BG: Głos Maynarda jako instrument jest podobny do twojej gitary. Wiesz kiedy wejść na pierwszy plan, a kiedy się wycofać i on używa tej samej dynamiki.

AJ: W Tool jest to bardzo ważne. Chcemy emocji. Jest tak wiele różnych dróg… zawsze próbujemy uczynić rzeczy trójwymiarowymi zamiast dwuwymiarowymi bądź stereotypowymi. Łamiemy reguły i robimy to co wydaje się nam słuszne. Dopóki trwa proces tworzenia, mamy wygodne miejsce gdzie komponujemy. Przynosimy riffy i wałkujemy je do upadłego. Rozpracowujemy je w każdy możliwy sposób wybieramy najlepszy i zaczynamy je układać w piosenkę. Dlatego nie wygląda to jak “Mamy refren, teraz zróbmy zwrotkę”. Chodzi o to, w jakim kierunku dany utwór podążył, może być tak, że fragment, który brzmiał jak refren już nigdy nie będzie zagrany.
BG: Czy pewne fragmenty jamu pasują do tych z poprzedniego i dzięki temu możecie je do siebie dopasowywać ?

AJ: Jeśli robisz coś w określony sposób i coś nie wychodzi, co naprawdę ci się podoba, wtedy bierzesz to i zestawiasz z czymś nad czym pracowałeś poprzednio. To jak budowanie z Lego. Mam jednego czerwonego i trzy białe, zobaczmy jak będą do siebie pasować.
BG: Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że nie jesteś zbyt dobrym gitarzystą ?

AJ: Tak, absolutnie. Technika nie jest moją mocną stroną. Widzisz ci goście z GIT* lub skądkolwiek, co znają 50 różnych progresji w skali Cmaj7 bądź Cmin7. To nie ja. Lubię Franka Zappe, Ry’a Cooder’a, Stevie Ray Vaughn’a, Jimiego Hendrixa i wszystkich podobnych ale po jakimś czasie to prowadzenie gitary zaczyna mnie nudzić. Nigdy do czegoś takiego nie dążyłem więc nie było dla mnie ważne ćwiczenie skal. W tym więc aspekcie czuję się bardzo zielony. Jeśli wśród publiczności jest jakiś naprawdę dobry gitarzysta i wiem, że mnie obserwuje, wtedy zawsze myślę “O Boże na pewno uważa, że jestem do dupy”. Gram z serca, tak emocjonalnie jak tylko mogę lecz nie jestem dość dobrym gitarzystą. Wczuwam się w to co robimy, uwielbiam tworzyć riffy, grać w innym rytmie niż Danny i próbować znaleźć coś co jest najlepsze, co brzmi najfajniej.
Jeśli natomiast chodzi o regularne popisy solowe to nie interesuje mnie to. Dlatego przy niektórych solówkach biorę “Epilady”* jedną z tych rzeczy, które dziewczyny używają do depilacji. Ona ma to wirujące coś w kształcie ósemki, podobne do struny. Przykładam to do moich strun by zatrzymać silniczek i wtedy zaczyna się “rrrrrrr” i mogę też zrobić z tego “reeeh” [stopniowo podnosi głos]. Korzystając z delay’a bądź innych efektów może to dać niesamowite możliwości.

BG: Kto podsunął Ci pomysł z “Epilady” ?

AJ: By być szczerym, widziałem solo Dave’a Navarro używającego przy tym wibratora
i było to całkiem fajne. Nie miałem żadnego wibratora, ale jestem pewien, że Dave ma parę! Żartuję [śmiech]. Ale zacząłem przykładać różne elektryczne rzeczy do mojej gitary i otrzymywałem naprawdę ciekawe efekty. Miałem jeden z tych starych ręcznych masażerów,
w którym mogę ręcznie przytrzymywać silniczek. Buzz z “Melvins” pokazał mi, że mogę wziąć
pilota od telewizora , przyłożyć do przystawek i robić na gitarze “beep, boop, beep” otrzymujesz różne barwy dźwięku prosto z przystawek. Potem używasz np. flangera bądź delay i brzmi to świetnie.
BG:Jakich rad udzieliłbyś młodym gitarzystom?

AJ: To trudne ponieważ dzieciaki ciągle mnie o to pytają. “Czy powinienem iść do GIT ?” Mówię więc by zadali sobie pytanie co chcą robić? Jeśli chcą rozwijać swoje umiejętności aż do momentu gdy będą w stanie zagrać każdą nutę i wiedzieć czy jest pół tonu za nisko
czy za wysoko. Grać te wszystkie skale i znać różne strojenia. Historię gitary jak to wszystko działa, jeśli chcesz iść do szkoły po to wszystko, to świetnie. Po prostu musisz spytać samego siebie, czego chcesz. Uczyłem się grać na skrzypcach i kontrabasie ale nigdy nie brałem lekcji gitary. Chodzi o świadomość tego, czego się chce, a jeśli nie wiesz czego chcesz , baw się. Tak długo jak to co robisz jest słuszne i cię uszczęśliwia. Jeśli chcesz być gwiazdą rocka to jest mnóstwo tych, którzy chcieli nimi być, więc jeśli chcesz być w zespole i grać muzykę, zrób to. Jeśli chcesz być naprawdę dobry i wiedzieć o gitarze więcej niż ktokolwiek idź do szkoły i ucz się. Nie chcę mówić “Bądź w szkole” bo wtedy jakiś dzieciak może mówić ” Rany ten fiut z Tool’a powiedział mi żebym został w szkole, nigdy nie powinienem był go słuchać” Kierujcie się sercem. Gdy tak robię, zazwyczaj się nie mylę.

*GIT – Guitar Institute of Technology, wydział gitary na World Music Institute w Los Angeles.

*Epilady – producent depilatorów

Tłumaczył Adrian

Skomentuj

You must be logged in to post a comment.