Wedle recepty na sukces przemysłu muzycznego Tool powinien był umrzeć i zostać pogrzebany dawno temu. Podczas gdy większość zespołów w stylu ?bierz gdy jest największe branie?, wydaje albumy i promuje je w trasie co około półtora roku, zanim publiczność straci zainteresowanie, Tool znika z oczu na niesamowicie długie okresy pomiędzy płytami i trasami. Niektórzy krytycy żartowali, że ich nowy album zatytułowany jest ?10,000 Days? ponieważ tyle zajęło im jego stworzenie. Mimo wszystko ponad 27 lat to drobna przesada nawet jak na standardy Tool.
?Pomimo tego co wszyscy myślą, nagranie albumu nie zajęło nam 5 lat? mówi gitarzysta Tool – Adam Jones podczas naszego wywiadu w Los Angeles. Punktem odniesienia dla niego jest poprzedni album grupy ?Lateralus? z 2001 roku. ?Zrobiliśmy sobie długą przerwę po ostatniej trasie?. Dodaje też, że w tym czasie wokalista Maynard James Keenan zaangażował się w swoje liczne projekty w tym w A Perfect Circle. ?Zaczęliśmy robić tę płytę niewiele ponad rok temu?
Podczas gdy ich wydawca z pewnością byłby wniebowzięty gdyby Tool wydawał płyty co 2 lata lub mniej, Jones wierzy, że długie przerwy między płytami działają na korzyść zespołu. ?Nasze nagrania nie brzmią tak jak nagrania innych, którzy wydają swoje co rok i w końcu brzmią jak swój własny kiepski cover band? mówi. ?Każde nasze nagranie brzmi inaczej od poprzedniego. Te długie przerwy, które robimy dają nam czas na chłonięcie tego co dzieje się wokół nas i dojrzewanie. Myślę, że słychać to na naszych płytach.?
Tool oparł się skłonności przemysłu muzycznego do przereklamowania. Dzięki braku wizerunkowi na okładkach płyt i teledyskach a także przez występowanie na scenie głównie w cieniu podczas przytłaczania zmysłów publiczności zapierającymi dech dźwiękami i wizualizacjami, udaje im się mmimo przytłaczającej popularności, zachować tajemniczość.
Istnieje możliwość, że nawet najbardziej oddany fan ich muzyki mógłby nie rozpoznać Keenan?a lub Jones?a na ulicy. Grupa woli by słuchacze skupiali się raczej na muzyce niż na imageich wizerunku bądź intymnych szczegółach ich życia.
?Dostaję wspaniałe maile od naszych fanów? mówi Jones. ? Mój ulubiony jest od dziewczyny, która napisała do mnie na MySpace, ?W końcu udało mi się rozgryźć, że ?Lateralus? został napisany do ?Pasji Chrystusa?. To niesamowite jak to wszystko łączy się w całość. Pragnę wam za to podziękować?. Odpisałem jej ?Świetnie. Rozpracowałaś to.? Oczywiście stworzyliśmy ten album długo przed premierą ?Pasji ? ale spodobało mi się to jak próbowała połączyć naszą muzykę z czymś zupełnie innym?
Ciężko jest sobie wyobrazić jakie wpływy usłyszą fani Tool na ?10 000 days?. Rozwijając ambitne podejście ?Lateralus?, nowy album cechują zawrotne polirytmiczne linie instrumentów i epickie konstrukcje utworów, których koncepcje splatają się ze sobą lub wpadają jedna w drugą. Jest ogromna paleta dźwięków zawierająca Talk Box i ?radiowe? solówki Jones?a, ślizgający bezprogowy bas Justina Chancellor?a i połamane riffy, oszałamiające i skomplikowane partie bębnów Carey?a, pulsującą elektronikę, funkową i orientalną perkusję. Głos Keenan?a jest często przetwarzany przesterem lub ?wmiksowany? w pozostałe instrumenty przez co brzmi jak instrument sam w sobie.
?Te nagrania brzmią tak potężnie?, mówi Jones. ?To dlatego, że wokale nie były nagrywane, jak to zwykle bywa, “z przodu”. Gdy umieszcasz podczas miksowania wokal z przodu, to niszczy siłę zespołu za nim?.
Pomimo tego, że co chwilę pojawiały się plotki o rozpadzie Tool ? napędzane głównie skłonnością Keenan?a do angażowania się w side projekty podczas okresów przestoju w zespole ? Jones podkreśla, że relacje pomiędzy czterema członkami zespołu nigdy nie były silniejsze. Nieobecność może poskutkować nie tylko większą zgodą, ale może być także kluczem do długiej i pełnej sukcesów kariery zespołu.
?Jestem prawdziwym szczęściarzem, że mogę pracować z trzema gośćmi, którzy są tak niesamowici?, mówi Jones. ?Nie jest idealnie. Nie we wszystkim się zgadzamy. Walczymy, nie pięściami lecz dezaprobatą lub argumentami gdy jeden z nas chce iść w jednym kierunku a inni nie. Ale szanujemy się i próbujemy to wszystko rozpracowywać. To układ czterostronny. Dzielimy wszystko na cztery. Myślę, że to jest powodem dlaczego jesteśmy tak długo razem?.
Guitar World: Utwory na ?10 000 Days? mają strukturę bardziej jak w muzyce klasycznej: mają początek w jednym miejscu, podążają zupełnie gdzie indziej, koniec również mają w zupełnie innym miejscu. Tak jakby utwory opowiadały opowieść w linearny sposób.
Adam Jones: Dzięki. To jest myślenie. To zabrzmi naprawdę pretensjonalnie, ale są bardziej emocjonalne. Tworzenie muzyki jest dla nas bardzo terapeutyczne. Za każdym razem jesteś w innym stanie i działa to praktycznie tak jakbyś zabawiał sam siebie. Prowadzisz kogoś za rękę lecz ręka, którą prowadzisz jest twoją własną. Poza paroma przypadkami ? nie dławię się kiedy słyszę cudzą muzykę. The Melvins nagrali coś o czym myślę, że jest naprawdę kurewsko piękne. Ale jeśli napiszemy coś co naprawdę lubię, mam łzy w oczach. Jestem gościem, który naprawdę bardzo łatwo płacze. Utwór tytułowy jest naprawdę długi. Zaczyna się i rozwija w sposób bardzo klasyczny. Jest moją ulubioną kompozycją jaką kiedykolwiek zrobiliśmy. Wzruszam się za każdym razem gdy go gramy. Naprawdę martwiłem się co zrobi z nią Maynard, ale napisał do niej genialny tekst.
GW: Ten utwór jest naprawdę majstersztykiem. Kiedy go słuchasz nie zwracasz uwagi na to ile trwa.
Jones: Mam 41 lat i nigdy nie myślałem o utworach w takich kategoriach, nawet jak byłem dzieckiem. Nigdy nie kupowałem płyty i nie myślałem ?Rany, ale to długie?. Nigdy nie uważałem, że ?Stairway to Haven? jest długą piosenką. Uwielbiałem to, że po jednej części następowała druga zupełnie inna. Jeśli tworzysz muzykę i jesteś kierowany prawidłowymi motywami, ludzie będą otwarci i będą doceniać to dokładnie w taki sam sposób co ty, kiedy ją tworzyłeś. Nie jest to zbyt ?radiowe?, ale i my tacy nie jesteśmy.
GW: Nie jesteście ?radiowymi artystami?.
Jones: Jesteśmy i nie jesteśmy. Wybieramy singiel o którym myślimy, że będzie dobry do radia i po prostu dajemy im go. Znajomy zespół powiedział nam, że edytują utwory do radia , ale nawet kiedy skrócą go do 4 minut stacja radiowa skróci go dalej do trzech. Więc po prostu im go dajemy takim jakim jest. I tak nie możemy tego kontrolować. To ich świat i jeśli piosenka daje radę to świetnie.
GW: Macie bogate tło w postaci wizualnej. Myślicie o wizualizacji gdy tworzycie muzykę ?
Jones: Lubię soundtracki i lubię film. Próbuję myśleć w tych kategoriach, ale jest to bardziej emocjonalne. Jak możesz opisać coś komuś bez mówienia mu o tym wprost ? Jeśli chcesz opisać żółty kolor pudełek od filmu Kodaka bez pokazywania mu żółtego koloru to jak to zrobisz ? Możesz spróbować to zrobić mówiąc ?Wiesz to tak jak wtedy gdy czujesz to i to ? Albo kiedy siedzisz na drzewie i… ?
GW: Jak przygotowywaliście się do tego nagrania ?
Jones: Zawsze jest wpływ muzyki, filmu, sztuki i innych rzeczy, które mnie prowadzą. Zazwyczaj inspiruje mnie moje otoczenie i cokolwiek co czyni mnie szczęśliwym lub wściekłym. Zanim zdecydowaliśmy się zebrać razem i zacząć jamować, Justin i ja mieliśmy ogromną ilość materiału. Przynieśliśmy go i każdy z nas rozdarł go na części jak wilki. Eksplorowaliśmy wszystkie jego uliczki, ścieżki i wybieraliśmy te, które najlepiej do siebie pasowały.
GW: Wygląda na to, że całą waszą czwórkę stale rozsadza kreatywność.
Jones: Ale w różny sposób. Gdybyś posadził każdego z nas i spytał ? Jakie jest twoje zdanie na temat polityki ? Jaką muzykę lubisz ?? zobaczyłbyś, że wszyscy mamy na to inne odpowiedzi. To co robi nasza czwórka jest tym czym jest Tool i tu właśnie ma miejsce cała magia.
GW: W każdym zespole są przeciwne siły Jin i Jang. Co jest Jin-Jang w Tool ?
Jones: To całkiem obszerna kwestia. Nie wiem. Jest wiele subtelnych rzeczy: na przykład Justin jest z Anglii ja jestem stąd. Mamy podobne upodobania jeśli chodzi o humor, muzykę i sztukę, a także podobne spojrzenie na życie, ale dokładnie w tym samym momencie często nie zgadzamy się ze sobą odnośnie pewnych typów muzyki, sztuki lub filozofii. Najważniejszą rzeczą między nami jaką lubię jest przyjaźń, zrozumienie, komunikacja, chodzenie na kompromisy i pracowanie razem. Tak naprawdę jesteśmy małżeństwem od 1990. To normalne sprawy, które dotyczą wszystkich bliskich przyjaciół. Czasami walczymy i nie zgadzamy się ze sobą ale jesteśmy wystarczająco dorośli by powiedzieć ?Ok, więc o co ci chodzi ??, ?Chcę żeby było tak?, ?Pójdźmy na kompromis?. Jest dużo negocjowania. Nie zawsze wygląda to dokładnie tak; to coś co czujemy. To tak jakbyś spytał mnie co lubię a czego nie w mojej mamie.
GW: Spróbujmy więc z innej strony. Czym się wspólnie dzielicie ?
Jones: Wszyscy członkowie Tool zgadzają się co do świętej geometrii, która jest nauką brania wszystkiego co w naszym świecie jest skomplikowane, wymaga skupienia i wyłamywania ich do najprostszych postaci: prostych wzorów, kształtów, kolorów, wibracji? tego rodzaju rzeczy. To jest dla mnie to czym jest Tool, ponieważ każdy w moim zespole to łapie. Moim zespole. To mój zespół. Ja spytałem Maynarda czy ze mną zagra więc Tool to mój zespół.
Nienawidzę gdy sztuka jest na siłę, gdy patrzysz na coś i myślisz ?Boże, daj spokój? ponieważ od razu możesz stwierdzić, że dana osoba chciała być artystą przez bycie ?artystowskim? dziwakiem. To nie jest z serca. Życie jest krótkie, to takie satysfakcjonujące gdy próbujesz osiągnąć pewien cel ale jesteś przy tym szczery.
Czy pisanie piosenek jest dla Tool zabawą ? Nie, jest do dupy. To długi i ciężki proces, może być wykańczający, ale na pewno w konsekwencji wynagradza. Gdy robimy teledysk, przez cały ten proces mówię sobie ?Nigdy więcej tego nie zrobię. To jest do dupy. Wszyscy są przeciwko mnie. Po prostu próbuję to skończyć?. Ale kiedy tylko skończymy myślę ?Zróbmy następne !?.
GW: Co dokładnie inspirowało Cię podczas pracy nad tym albumem ?
Jones: Zająłem się studiowaniem polirytmii i eksperymentalnej matematyki patrząc jak różne rodzaje matematyki współgrają ze sobą. Jeśli nie działało, próbowałem wykombinować dlaczego i co mógłbym do nich dorzucić by zadziałało. Słuchałem dużo muzyki klasycznej i elektronicznej, tak samo dużo jak metalu, zwłaszcza tego cięższego. Próbowałem poznać tak dużo jak mogłem.
GW: Można usłyszeć mnóstwo polirytmii, nie tylko w tym co ty, Justin i Danny gracie razem, ale także tylko w twoim graniu. Możemy to usłyszeć szczególnie w momentach gdy grasz tremolo bądź używasz delay?a, gdzie tempa zdają się dowolnie zmieniać wciąż pozostając w harmonii. Jak udało ci się to osiągnąć?
GW: Zagrałeś też solo z Talk Box?em.
Jones: Zawsze chciałem u nas Talk Box?a ? uwielbiam Joe Walsh?a (gitarzysta The Eagles, który używał Talk Box, m.in w jego najbardziej znanym solo z ?Rocky Mountain Way?) ? ale nie chciałem tego po prostu dla samego użycia go. Napisaliśmy piosenkę i wiedziałem, że to utwór, w którym Talk Box brzmiał będzie świetnie. Joe Barresi znał Bob?a Heil?a (twórcę Talk Box?a) i skontaktował mnie z nim. Był po prostu świetny. Dał mi sprzęt, powiedział jakie mikrofony nadają się do tego najlepiej i pokazał jak uzyskać najlepszy dźwięk. Mój przyjaciel, który pracował dla agenta The Eagles, pogadał z Joe Walsh?em i dał mu mój numer. Jakiś czas potem miałem wiadomość od niego na mojej sekretarce: [naśladuje Walsh?a] ? Adam Jones, z tej strony wróżka Talk Box?a. Oddzwoń do mnie?. Zadzwoniłem do niego, był absolutnie w porządku i udzielił mi wielu rad. Uważam, że Talk Box w ?Those Shoes? [utwór z ?10 000 Days?] *jest naprawdę niesamowity, zwłaszcza te harmonie w każdym z głośników. Jestem naprawdę zadowolony z tego jak Talk Box wyszedł na naszym nagraniu.
GW: Odkryłeś dużo nowych układów i dźwięków. Zagrałeś też kilka oryginalnych solówek.
Jones: Mieliśmy więcej czasu na eksperymenty. Wszystko było już napisane przed wejściem do studia. Może około 5 % nie było gotowych, zawsze mamy też jeden utwór, który tworzymy w studio. To był satysfakcjonujący proces. Rozmawiałem z ludźmi z zespołów, którzy piszą wszystko w studio. Nie bardzo wiedzą co robią więc mają producenta, który przychodzi i pomaga im z piosenkami. Tym razem nie mieliśmy producenta. Joe Barresi tylko nagrał i zmiksował wszystko, aczkolwiek miał pewien wkład w cały proces.
GW: Album obfituje w przerwy podczas których gitara lub bębny nagle cichną. Gdy wszystko zaczyna się od nowa, brzmi jeszcze potężniej za sprawą kontrastu.
Jones: To szkoła pisania Melvins. Szybko sie uczysz, że dyscyplina gra ważną rolę w pisaniu. Uczysz się, że ?nie granie? może być tak samo wyraziste jak granie. Musisz dać szansę odetchnąć. Mógłbym wypełnić każdą wolną przestrzeń sprzężeniem lub czymś innym ale po co ? Cisza sprawia, że to co gram ma znacznie większą moc.
GW: Czasami grasz na gitarze bardziej jak na perkusji.
Jones: Zawsze interesował mnie rytm. Napisałem główny riff ?Aenemy? ale bazował on na tym jak Danny pokazał mi jak grać trzy na cztery [np. jedna ręka uderza trzy a druga cztery]. Nauczył mnie też, że mówi się na to ?Pass the goddamn butter?. To wszystko sprawiło, że zacząłem się zastanawiać nad innymi rytmami, które mógłbym poznać. Mój siostrzeniec Joe był doboszem w jednostce w Arizonie, a jego nauczyciel lubił naszą muzykę i granie Danny?ego. Zagrali nasze utwory. Joe wysłał mi taśmę i pokochaliśmy ją, gdy graliśmy u nich w mieście otwierali nam koncert. Podpytałem Joe?go czy nie nauczyłby mnie czegoś, a on pokazał mi zakręcone rytmy, które możesz grać jedną ręką podczas gdy druga gra na cztery. To naprawdę przydatne. Coś jak granie na Chapman Stick albo na gitarze Warr (Na obu instrumentach gra się przez tapping – technice polegającej na wydobyciu dźwięku poprzez naciśnięcie lub oderwanie od struny palca drugiej ręki). Absolutnie nie jestem w tym dobry, ale bardzo lubię taki sposób myślenia.
GW: Mnogość rytmów, arpeggia, matematyczne aspekty utworów sugerują wpływ King Crimson.
Jones: Jest w tym trochę prawdy. Robert Fripp (założyciel King Crimson) pokazał mi parę rzeczy. Podobnie jak Pat Mastelotto (perkusista w King Crimson) i Trey Gunn (multiinstrumentalista również z King Crimson). Ci goście to geniusze, to wspaniałe móc się od nich uczyć. Dużo się też nauczyłem od Meshuggah. Choć od zajmowania się polirytmiką wolą raczej zestawiać dwie zupełnie różne rzeczy i patrzeć jak do siebie pasują. Mogą na przykład grać na trzy, na pięć a potem na cztery w jednej progresji riffów, jeśli perkusista gra ciągle na cztery. Później obserwują w którym miejscu rytmy się skrzyżują. To ekscytujące. O ile się orientuję Meshuggah to współczesny rock-progresywny. To także miało wpływ na nagranie.
GW: Momentami gitara jest troche przytłumiona, brzmi jakby dobiegała z radia, podczas gdy wcześniej tworzyła ścianę dźwięku. Dużo eksperymentowałeś z efektami lub wzmacniaczami ?
Jones: Gdy gram stale używam regulatora głośności. Dlatego też używam wzmacniaczy lampowych zamiast tranzystorowych. Gdy uderzasz lekko dźwięk jest czysty, a gdy mocno – przesterowany. Zacząłem używać pedału głośności, dzięki temu mogę decydować o sile ataku manipulując głośnością.
Nauczyłem się tego od Roberta Frippa. Pare razy użyłem dziwnego małego głośnika, który miał Joe (Barresi). Moją drugą ulubioną partią gitary na nagraniu jest ta nagrana przy pomocy czegoś co nazywa się ?pipe-bomb mic?, który ktoś zrobił dla Joego. To mosiężna rurka o długości 30 cm i około 2,5 cm średnicy i uszczelniona na obu końcach. W środku zamontowany jest stary przetwornik gitarowy, który działa jak mikrofon. Joe połączył to razem z resztą mikrofonów i sprzętu, którego używałem i uzyskaliśmy to śliczne ?radiowe? zniekształcenie. Na koniec usunęliśmy wszystko inne pozostawiając tylko ten mikrofon. Świetnie się bawiliśmy.
Zawsze podziwiałem King Crimson ponieważ wciąż używali nowych technologii w swoich nagraniach, a przy tym robili to ze smakiem. Intrygowała ich i używali jej w sposób artystyczny. Widziałem wiele innych zespołów używających nowych technologii i często się zastanawiałem o czym przy tym myśleli.
Nie chcę ubliżać Toddowi Rundgrenowi ? lubię go ? ale myślę, że zbyt ciężko pracował nad nowoczesnymi rzeczami. Widziałem go w 2000 roku i byłem naprawdę rozczarowany. Musisz próbować nowych rzeczy, ale nie chcemy wchodzić do studia i podłączać wszystkiego co możliwe by wypróbowywać każdy nowy efekt. To kwestia wyczucia – czego potrzeba w danym utworze. Także eksperymentowania. Tak jest u nas. Ludzie proszą nas żebyśmy powiedzieli co jak robimy, a ja nie potrafię odpowiedzieć. Jedyne co mogę wyjaśnić to, że jest to eksperymentowanie oparte na esencji tego co lubimy. Gdy skończymy ? łączymy punkty. Układamy je w określonej kolejności na albumie; łączymy je.To nie jest tak, że napisaliśmy utwór wiedząc, że będzie na płycie ostatni.
GW: Nadal używasz swoich wzmacniaczy marki Marshall i Diezel ? Dokonałeś jakichś znaczących zmian w swoim sprzęcie ?
Jones: Jeszcze nie wiem. Podczas przebywania z Joe Barressim wywarły na mnie wrażenie wzmacniacze Bogner a także Rivera i Peavey, które miał Joe. Nigdy bym nawet nie pomyślał żeby zagrać na wzmacniaczu Peavey?a, ale jest świetny. Joe nazywa go jego ?Mississippi Marshall?, ale jeśli miałbym zagrać na żywo teraz zaraz, zagrałbym na moim Marshallu i dwóch Diezlach podpiętych do głośników Mesa/Boogie, które są niesamowite. Są jedyne w swoim rodzaju. Naprawdę biją tamtą drugą ligę.
GW: Grałeś na innych gitarach niż twój Les Paul ?
Jones: Mogłem użyć różnych gitar do spokojnych partii. Każda gitara, każdy wzmacniacz jest całkowicie inny, nawet jeśli to ten sam model. Każdy ma swój odmienny charakter. Czasami coś może brzmieć dobrze, ale jeśli nie jest to dokładnie to czego potrzebujemy, wtedy eksperymentujemy. Joe ma tak dużo sprzętu, że byś nie uwierzył. Obaj mieliśmy kurewski ładunek gitar, mogliśmy po prostu przez nie iść i wybierać różny sprzęt. To wszystko jest teraz dla mnie takie zamazane. Nie mógłbym ci nawet powiedzieć czego w danej części użyłem bo próbowałem tak wielu rzeczy.
Mieliśmy przynajmniej cztery różne wzmacniacze ustawione z różnymi głośnikami, gotowe do użycia w każdym momencie. Najczęściej była to kombinacja trzech wzmacniaczy. Jeśli nie działało, odłączaliśmy któryś i dawaliśmy inny na jego miejsce. Dużo się nauczyłem od Joego. On zawsze słucha dźwięku i jego charakteru. On je studiuje. Wielu ludzi tak robi, ale najczęściej nie wykraczają z tym poza swoją świadomość. Jeśli naprawdę się skupisz możesz usłyszeć to czego brakuje, co ci się podoba w tym, a co ci się podoba w czymś innym. Dzięki temu możesz łączyć dźwięki.
GW: Zdaje się, że w jednym z utworów użyłeś E-Bow?
Jones: Proszę nie mów, że gram na E-Bow. Napisali na swojej stronie, że go użyłem ale to nieprawda.
Gdybym użył,powiedziałbym o tym ale nie użyłem . Spytałem Roberta Frippa jak najlepiej osiągnąć dobre wybrzmiewanie ? w znaczeniu, jakiego sprzętu powinienem użyć, jakie struny, jaki rodzaj wzmacniacza. Odpowiedział mi : ?Nastawienie?. Miał rację. Jeśli grasz dźwięk i chcesz by wybrzmiał, uda ci się. Mam pedały od overdrive?a i wah-wah i mój wzmacniacz. Mam też fuzz Coloursounda i Foxx Tone Machine, których produkcja została wznowiona. Są świetne do wybrzmiewania. Próbowałem wydobyć dźwięk tak by utrzymać go jak najdłużej i sprawić by ?śpiewał? albo żeby samemu się załamywał. Przetworniki utrzymywały wibracje dźwięku co mogło powodować sprzężenia więc brzmi to jak E-Bow.
GW: Granie w ten sposób wymaga dużo ćwiczeń. Większość gitarzystów chce wydobywać jak najwięcej nut zamiast wyszarpywać każdą możliwą teksturę z długiego, wybrzmiewającego dźwięku.
Jones: Dorastałem z takim podejściem. W rocku lat 70-tych w każdej piosence była solówka. Lubiłem Franka Zappe ale kiedy zaczynał grać solo myślałem, że trwa to zdecydowanie zbyt długo. W latach 80-tych każdy miał jakieś bajery. Michael Angelo [Battio dop.] miał cztery gryfy, inny gość chciał mieć sześć. Mój przyjaciel Tom Morello jest tej szkoły, w której musisz mieć zwariowane brzmienie i robi te dziwaczne rzeczy. To naprawdę go kręci. Ale mnie zawsze nudziły trzygodzinne solówki. Joe Satriani jest niesamowity ale po trzech piosenkach mnie usypia. Zwykłem nie grać solówek ale wyszedłem troche ze swojej skorupy. Jeśli jest to tym czego utwór potrzebuje i jest zrobione ze smakiem ok. Jest duża różnica między talentem a popisywaniem się.
Mnóstwo początkujących gitarzystów pytanie mnie czy powinni iść do Guitar Institute of Technology czy po prostu dołączyć do zespołu. Pytam ich co chcą robić: ?Chcesz znać skale ? Jeśli tak powinieneś iść do GIT ale jeśli chcesz po prostu tworzyć muzykę powinieneś zacząć jammować ze znajomymi i założyć zespół?.
GW: Z pewnością jest coś do opowiedzenia na temat tworzenia waszej własnej tożsamości i nie troszczenia się o wszystko to co was otacza. To coś co powstało już w 1990 roku gdy założyliście Tool. Byliście w Los Angeles, podczas zmierzchu gtarowych ?wymiataczy? ale znaleźliście swoją własną niszę aż w końcu muzyczny światek was dostrzegł.
Jones: To nie był świadomy wybór. Maynard i ja przeczytaliśmy kiedyś recenzję, w której porównano nas do określonego gautnku muzyki, zostaliśmy zaszufladkowani. Takie rzeczy często się zdarzają. Gdy wystartowaliśmy metal odchodził od glamu i stawał się cięższy dzięki takim zespołom jak Corrosion of Conformity. Krytycy porównywali nas do nich. Potem nastał czas Nirvany i zaczęto nas przyrównywać do grunge?u. Następnie Nine Inch Nails stało się sławne i nagle krytycy pomyśleli, że jesteśmy zespołem industrialnym. Jakakolwiek grupa, do której nas porównywano mogłaby powiedzieć ?Pieprzyć Tool. Oni nie są tacy jak my?. Maynard nazwał to idealnie mówiąc, że zostaliśmy niedookreśleni. Oto jacy jesteśmy: jesteśmy niedookreśleni.
GW: Mnóstwo krytyków czuje potrzebe szufladkowania i klasyifkowania zespołów. Problem w tym, że wielu muzyków ma różne inspiracje i w rezultacie wymykają się takim próbom kategoryzowania.
Jones: Cieszę się, że to mówisz. Udzielałem kiedyś wywiadu, w którym spytano mnie: ?Czy nie uważasz, że dzisiejsza muzyka jest gorsza niż kiedykolwiek ??. To dokładnie to samo. Gdy byłem dzieciakiem w radiu zawsze było puszczane popowe gówno, zawsze było jakieś gówno w a?la ?American Idol?. Ale zawsze było też coś przeciwko mainstreamowi i było to w pewnym sensie popularne i niezależne. Jeśli jest teraz cokolwiek innego to są to muzyczne korporacje, dziś już nic nie jest załatwiane ?na słowo?.
GW: Muzyka Tool potrafi być tak niesamowita i gwałtowna, że słuchacze także reagują w gwałtowny, agresywny sposób. Jednak z tekstów Maynarda a nawet z nastawienia zespołu jasno wynika, że ludzie są dla was ważni. Jakie to uczucie być na scenie i widzieć jak ludzie w tłumie napieprzają się nawzajem ?
Jones: Nie możesz powiedzieć ludziom co mają robić. Jak z dziećmi. Nie mam dzieci ale przywykłem do pracy z nimi a moi przyjaciele, brat, siostra mają dzieci. Jedno co wiem od zawsze to, że musisz pozwolić być swoim dzieciom sobą, wtedy próbujesz poprowadzić je zamiast starać się zrobić z nich swoje podobieństwo. Relacje z publicznością mają prawie charakter seksualny. To nie sex, nie ma tam nagości ale to niesamowicie intymna rzecz, gdy musisz pozwolić ludziom być tym kim naprawdę są.
Nasze ostatnie nagranie było uzdrawiające, bardzo ?think for yourself?. Nastawieniem tej płyty jest umieszczanie ludzi na swoich miejscach ale bez kontrolowania ich. Mówimy ?Masz swoje zdanie na ten temat ale ktoś inny, kto także przeszedł to wszystko może patrzeć na to inaczej. Powinieneś o tym pomyśleć zanim coś powiesz. To nie jest złe, że masz swoje zdanie ale musisz brać pod uwagę inny punkt widzenia?. Jest tego dużo na tym albumie.
GW: Tekst Maynarda ?Who are you to wave your finger?? naprawde pozostaje w tym tonie.
Jones: Tak. ?Przyganiał kocioł garnkowi? *. Maynard napisał cały swój tekst i ubrał w słowa nasze wspólne pomysły. Mogłoby być to coś co spotkało jego, ale zawsze jest to coś do czego wszyscy możemy się odnieść. Jak mówienie kumplowi by zastanowił się przez chwilę i spróbował spojrzeć na coś z innego punktu widzenia. Maynard może lepiej wytłumaczyć takie rzeczy wystarczy, że powiem, że to wszystko jest pozytywne. Pod koniec dnia, jest między nami dużo miłości. Nie żartuję.
* Najprawdopodobniej rozmowa przeprowadzona była przed premierą albumu, a tytuł ?Those Shoes? jest jest wersją roboczą “Jambi”.
* Przysłowie amerykańskie oryg. ?Pot calling the kettle black?
Tłumaczył Adrian
Korekty Mofu


wywiad great! dzieki!
Trzeba przyznać, że Jones lubi sobie pogadać
Dzięki za zajebisty wywiad
lubi sobie pogadac ale z tego wszystkiego wole czytac w oryginale