2009-05-23 Danny Carey dla “Drowned in Sound”

Lateralus był ukierunkowaną, kompleksową płytą, ale 10,000 Days wydaje się nagrany z jeszcze większą precyzją. Czy jest to rezultatem dojrzewania członków zespołu?

Tak. Myślę, że poprawiliśmy swoje rzemiosło i nauczyliśmy się grać trochę ?zwięźlej?, wykorzeniając przy tym niepotrzebne rzeczy. Może zabrzmi to dziwnie, ale nie uważam aby ten album brzmiał bardzo spójnie jako całość. Każdy kawałek jest lepiej zdefiniowany i ma więcej charakteru. Dlatego całość nabrała cięższego klimatu, zawierając w sobie wszystkie te elementy.

Kluczowe i bliźniacze kompozycje Wings For Marie i 10,000 Days dotyczą śmierci matki Maynarda. Mówią o 10 tysiącach dni przez jakie musiała znosić swoje kalectwo. Czy sprzeczne uczucia bólu i ukojenia, które towarzyszyły Maynardowi podczas współtworzenia albumu, wpłynęły na końcowy kształt płyty?

Wspomniane uczucia towarzyszyły nie tylko Maynardowi. Wiem, że musiał przejść przez piekło i było to dla niego bardzo osobiste przeżycie. Jednak poszczególne kompozycje wpływały oczyszczająco także na nas. Z perspektywy całego zespołu, tworzenie tytułowego utworu przyszło nam nawet łatwiej niż pozostałych. Nie ?przełamywaliśmy? go tak jak robiliśmy to z The Pot – z którym musieliśmy stoczyć największą bitwę na płycie. Wings For Marie muzycznie i tekstowo od razu pasowały do siebie.

Jestem zatem ciekaw, co się dokładnie działo jak pisaliście ?The Pot??

Och to wszystko przez różnice w naszej etyce pracy. Maynard to zdecydowanie osoba, która liczy na przypływ natchnienia. Adam zaś chciał w tym utworze wypróbować każdą istniejącą możliwość czym doprowadzał nas do szału i chcieliśmy go zabić. Kiedy już zdecydowaliśmy się na któreś rozwiązanie, Maynarda zdążała ogarniać frustracja i nie chciał dalej współpracować. Teraz to jego chcieliśmy zamordować. Te małe dziwactwa wynikające z naszych różnych charakterów, wypływają po piętnastu, szesnastu latach i doprowadzają cię do szału.

Z powodu zobowiązań Maynarda z A Perfect Circle, jak wyglądała jego dostępność w pierwszych dniach tworzenia albumu?

80335_lg
Maynard podczas występu a Perfect Circle
Maynard był obecny przez cały proces tworzenia. To było naprawdę dobre. Było przez to inaczej niż podczas tworzenia Lateralusa. Z racji tego, że pierwsza płyta APC cieszyła się trochę większym zainteresowaniem ludzi, Maynard miał więcej czasu, który poświęcił 10,000 Days. Po wydaniu Lateralusa, Maynard poznał cenę porównań do jego pobocznego projektu, dlatego w tworzenie 10,000 Days wkładał całą duszę i serce.

Domyślam się, że w A Perfect Circle to Maynard musiał dźwigać na barkach cały zespół. W waszym przypadku można ten ciężar podzielić na czworo, prawda?

Tak. Zawsze lubiłem zespoły, które brzmią jak zespoły. Nie uważam, iż długa żywotność zespołu jest osiągalna tylko wtedy, gdy na jego czele stoi jeden dyrygent, mówiący wszystkim co mają robić. Pomimo mojej miłości do muzyki Trenta Reznora, Nine Inch Nails może posłużyć tu jako przykład. Nigdy nie jest to twór wieloaspektowy, posiadający wiele połączeń, ponieważ słyszysz ciągle tylko Pana Dyktatora, kimkolwiek on jest. Nie dochodzi do skrzyżowań, do poświęceń, które są naturalnym wynikiem ścierających się ze sobą różnych osobowości. Tylko spełniając te warunki, możesz wywindować to na wyższy poziom. Kiedy jesteśmy na próbie i mamy pomysł na piosenkę, czasami przytłacza nas to co się dzieje z danym utworem podczas kolejnego dzielenia go i sprowadzania do postaci daleko odbiegającej od pierwotnej idei. Ale doświadczenie nauczyło nas, że to poświęcanie pierwotnej idei, z czasem się spłaca i utwór zaczyna nabierać kształtów o których nigdy nawet byśmy nie pomyśleli. Z zespołem jest jak z typowym związkiem ? tu i tu poświęcenie i nagroda idą w parze. Tu i tu bycie razem opiera się na wzajemnym zaufaniu, które pączkowało latami.

Czy podczas pisania utworów, zastanawiacie się w ogóle, czy Maynard w danym fragmencie utworu znajdzie dla siebie miejsce? A może komponujecie specjalnie pod niego zanim wejdzie do studia?

Maynard jest także zaangażowany w proces tworzenia. Szczególnie na tym albumie. Pojawił się z kilkoma małymi pomysłami odnośnie melodii, ale także z kilkoma naprawdę dobrymi aranżacjami. Jego linia wokalna i teksty do całości docierają jako ostatnie, jednakże część melodii które zasugerował, były brane pod uwagę jeszcze podczas procesu tworzenia. Znając wcześniej te melodie, zaczęliśmy je stopniowo wprowadzać. Nie mając jeszcze słów, Maynard tylko nucił swoją linie wokalną, by później podmienić ją na słowa.

Czy pisanie tekstów, jest tylko i wyłącznie domeną Maynarda? Czy może reszta zespołu też jest zaangażowana w ten proces?

W większości to Maynard się tym zajmuje. Są jednak momenty w których natrafia na przeszkodę i wtedy przychodzi z tym do nas. My jednak odsyłamy go z powrotem, bo skoro to on będzie stał na scenie i ponosił odpowiedzialność za to co śpiewa, teksty muszą być także w pełni jego.

stereo
Szkła do widzenia stereoskopowego były integralną częścią opakowania 10,000 Days

Album zawiera serię fotografii w stylu vintage. Dla zespołu który preferuje anonimowość to nietypowe posunięcie. Dlaczego zdecydowaliście się być bardziej widoczni?


Pomyśleliśmy, że byłoby elegancko z naszej strony trochę się ujawnić, skoro czuliśmy, że jesteśmy na etapie gdy muzyka jest postrzegana jako samoistny byt. Wcześniej, nigdy nie chcieliśmy znaleźć się w punkcie, gdzie nasze wizerunki będą ważniejsze od muzyki.

Czy rekwizyty widniejące na waszych czterech portretach we wkładce płyty, były jakimiś osobistymi symbolami?

Tak. Każdy z nas miał możliwość zadecydowania, co znajdzie się na danej fotografii. Mogliśmy się tym pobawić.


A co dokładnie było twoim wyborem?

Część z tych przedmiotów to buddyjskie i okultystyczne symbole. Od zawsze interesuje się tymi sprawami i kolekcjonuje książki na ten temat. Jest to sposób na wypełnianie przestrzeni w mojej głowie.

Stereopara Dannyego Careya z sesji do 10,000 Days
Stereopara Dannyego Careya z sesji do 10,000 Days

To naprawdę fajne, ponieważ w sztuce XIX wieku, jak i również w stereoskopowej fotografii, ludzie chcieli się fotografować z ich najcenniejszymi przedmiotami, jak np. z Biblią.

Tak, chcieliśmy sprawić, aby odbiorca obcujący z tymi zdjęciami, miał poczucie ponadczasowości. Żeby myślał, że mają sto lub więcej lat. Adam zafascynował się stereoskopową fotografią na tyle, że nawet stał się członkiem klubu pasjonatów tej formy sztuki. Chodzi tam raz w miesiącu. Na trasę Lateralusa zabrał ze sobą dwa z takich aparatów. To go bardzo zaabsorbowało, więc kiedy przyszedł czas na opracowanie strony wizualnej nowej płyty, był bardzo szczęśliwy.

Najlepszym określeniem jakie przychodzi mi do głowy, by opisać koncert Tool, jest sensoryczne przeładowanie. Czy przy planowaniu strony wizualnej koncertów na nowej trasie, obowiązują jeszcze pewne tematy z początków pisania materiału, czy może wszystko wychodzi w trakcie?

W trakcie. Nigdy tak naprawdę nie mamy z góry przyjętych idei. Mieliśmy długie sesje jamowe i dopiero na ich podstawie obserwowaliśmy co może się z nich wykluć. Ale nigdy nie planujemy i nie robimy nic ponad uzewnętrznianie się i poddawanie chemii, która tworzy się, gdy przebywamy razem. Po tym jak płyta jest skończona, ma w zwyczaju nabierać charakteru. Staramy się ubarwić jej nastrój a właściwe odczucia pojawiają się już na scenie wraz z odpowiednim światłem i projekcjami.

Na trasie Lateralusa Maynard w większości występów przebywał w cieniu. Teraz znalazł się we wkładce nowego albumu. Czy jego nowa ?widoczność? przenosi się bezpośrednio na występy?

Tak, wyłania się trochę bardziej, ale nadal jest ustawiony z tyłu zaraz obok mnie. Głównym powodem tego jest fakt, że nie chcieliśmy aby publiczność skupiała się tylko na jednym. Ludzki głos jest bardzo potężnym narzędziem i wszyscy chcą zobaczyć z kogo gardła się wydobywa. Jednakże chcieliśmy umiejscowić Maynarda w lekkim cieniu, tak aby ludzie skupiali się na wszystkich aspektach koncertu jednakowo.

Skoro występy Tool są tak szeroko chwalone za pobudzanie wyobraźni, czemu jeszcze nie pojawiło się live DVD?

My naprawdę planowaliśmy wydanie czegoś takiego, ale jak zwykle na przeszkodzie stanął czas, a raczej jego brak. Pod koniec trasy Lateralusa wsadziliśmy w to przedsięwzięcie sporo wysiłku i ostatnie 10 koncertów zostały zarejestrowane przez kamery. Na zapis audio ?załapało się? 15 koncertów. Mamy więc ten materiał i istnieje szansa, że jeśli pozwoli na to czas, w końcu zedytujemy go i wydamy jako koncertowe DVD. Mam taką nadzieję.

Efekty świetlne podczas występów na trasie 10,000 Days
Efekty świetlne podczas występów na trasie 10,000 Days


Kiedy widziałem was w Brixton Academy jeszcze podczas trasy promującej Lateralusa, i scena po supporcie była przebudowywana. Na widok odsłoniętej perkusji wśród widzów wzniósł się wiwat. Czy czasami czujesz się jak obrońca sztuki perkusyjnej? Bo obecnie coraz mniej perkusistów aspiruje do czegoś wiecej ponad wyklepywanie beatu.

Wiesz, nigdy tego nie zrobiłem. Nigdy tego nie rozumiałem! Wybrałbym inny instrument, gdybym musiał grać jak metronom. Wydaję mi się, że moje rzemiosło perkusyjne rozwinęło się na ostatniej płycie poprzez bycie bardziej zaangażowanym w sferę muzyczną zespołu, jak i poprzez prawdziwą konwersację z nimi, niż poprzez zwykłe klepanie rytmu. Większość perkusistów jest jednak zadowolona, z bycia metronomami, mimo że znam wiele muzyki, która o to nie prosi. Dla mnie szczęściem jest możliwość wyrażania siebie w taki sposób jak ja właśnie chcę. Znajduje się w zdrowym układzie.

Którzy z perkusistów są dla Ciebie inspiracją?

W progresywnej muzyce Bill Bruford (King Crimson, Yes, Bruford). On miał zawsze otwarty umysł na elektroniczną perkusję i tego typu rzeczy. Zawsze to doceniałem, szczególnie gdy przychodziło mi mieć właśnie z elektryczną perkusją do czynienia. W takim sensie był dla mnie dużą inspiracją. Wymieniając innych perkusistów, którzy mają na mnie wpływ, musiałbym sięgnąć do jazzowego świata i osób takich jak Billy Cobham (John McLaughlin’s Mahavishnu Orchestra, Miles Davis). Kocham też Stevea Gadd?a. Nagrał wiele wspaniałych rzeczy z Chickiem Corea i Steely Danem. Po prostu kocham jego perkusję.

Jak wykorzystujesz harmonię wszechświata i muzyki w twoim etosie? bo słyszałem, że twoje rozstawienie perkusji nie jest przypadkowe

Myślę, że tu bardziej chodzi o szukanie osobistej harmonii, gdzie możesz poczuć się komfortowo w rezonansie pomiędzy twoim ciałem a miejscem które cię otacza, i być świadomym jak to tylko możliwe. To bardzo subiektywna rzecz, więc nie wydaje mi się, aby rządziły tym wypunktowane reguły. Musisz znaleźć swoją niszę i zastanowić się, jak bardzo chcesz naciskać na ten dysonans albo co rezonuje z tobą i byciem naturalnym. Myślę, że każdy człowiek ma inaczej, ale ja zawsze odkrywałem co jest dla mnie dobre a wtedy stajesz się świadomy bardziej subtelnych wibracji. Musisz poświęcić im uwagę, ale nawet wtedy nie jestem pewien, czy sprawiają jakąś widoczną różnicę – może podświadomie.

Na koniec, czy mógłbyś powiedziec mi coś, czego nigdy nie wyjawiłeś jeszcze w żadnym z wywiadów? Powiedzmy że jesteśmy w jakimś barze albo coś, i po prostu rzucasz od siebie jakąś historię.

Ok, więc zawsze byłem sfrustrowanym gitarzystą ale nigdy tego nikomu nie mówiłem! Moja frustracja byłaby jeszcze większa, gdybym co jakiś czas nie kupował sobie gitary, z nadzieją, że jej wibracje mogą na mnie wpłynąć. To było zawsze obiektem mojej fascynacji, zrobić z tym instrumentem wszystko to, o czym do tej pory mówiliśmy. Kiedy chodziłem do szkoły, wszystko kręciło się wokół instrumentów perkusyjnych. Grałem wtedy na wibrafonie i kotłach, więc teraz zaczynam wchodzić w świat instrumentów strunowych. Do tego czasu zgromadziłem ich już około piętnastu.

Adam pomaga ci, czy może robisz to samemu?

Naprawdę polubiłem jego Les Paula, więc poszedłem i kupiłem parę takich samych gitar jak jego. Następnie zacząłem kupować instrumenty moich kolejnych bohaterów jak Steve Howe czy jak gitarzysta z Killing Joke. Zwykłem też grac trochę na gitarze basowej, więc nabyłem też tego typu gitary.

Ha! To cudownie. Więc czego powinniśmy się spodziewać na kolejnym albumie?

Nie spodziewajcie się zbyt wiele, ha!

One Response to “2009-05-23 Danny Carey dla “Drowned in Sound””

Skomentuj

You must be logged in to post a comment.