2009-08-09 Maynard James Keenan dla ARTISTdirect.com

Puscifer Maynarda Jamesa Keenana zbliża się do dwóch występów w Club Nokia 4 i 5 kwietnia. Niczym w przepowiedni apokalipsy, Maynard raz ?modlił się o deszcz? nad Los Angeles w trakcie najbardziej wewnętrznych momentów Toolowego arcydzieła w 1996 ? Aenimie. Teraz wokalista A Perfect Circle, Puscifer i Toola przynosi własny styl obłąkanego wschodu słońca do Południowej Kalifornii ? bo jest to coś z czym Travis Bickle powinien się zgrać. Tak, Wielebny Maynard z czasów Undertow wrócił i ma cholernie dużo do powiedzenia.

Tym razem Puscifer przyniesie porywający karnawał dźwiękowego noir do Los Angeles. Przyniesie zabawę, która jest najbardziej czytelną etykietką MJK. W tym ekskluzywnym wywiadzie z ARTISTdirect.com, Maynard odsłania kulisy dwóch wielkich występów Puscifera w Los Angeles, opisuje proces tworzenia kolektywu artystów i tworzenia wina.

Stworzyłeś z Puscifera zgrupowanie prawdziwych artystów. Co w tym najbardziej kreatywnie cię zaspokaja?

Wielką satysfakcję sprawia mi słuchanie jak odmienne pomysły się zazębiają – wiesz o czym mówię? Są tam te wszystkie różne dialogi, które mają ten sam zestaw rytmów. Kiedy wielu różnych ludzi zbierze się w jednym pokoju, ich osobowości przenikają się i wyłania się nowa wibracja. To wielce satysfakcjonujące, słuchać jak te małe ziarno wyrasta i przemienia się w wiele oddzielnych owocowych drzew.

Twój projekt wydaje się pozbawiony ograniczeń i prawie każdy, kto ma coś do powiedzenia w muzyce, może się w niego wpasować.

Dokładnie.

Jak wyglądała sprawa z przekładem utworów studyjnych na występy live?

One naprawdę otrzymały nowe życia. Rozbiliśmy je na części i próbowaliśmy odbudować ze strzępków, a nie odtworzyć albumowe wersje. Myślę, że to pułapka w którą ludzie dają się złapać. Próbują odtworzyć to co zrobili w Pro-Tools, co jest trochę bezsensowne. Są bardzo zajęci próbami zawarcia siebie i imitowania czegoś, co zostało zrobione na komputerze przez innych muzyków. Myślę, że to się nie przekłada i utwór nie ma szansy oddychać w ten sam sposób, co na płycie.

Tak samo zadowalasz muzyków na scenie jak i tłum pod nią.

Tak. Zasadniczo otwieramy to i każdy muzyk ma szansę, by rozprostować swoje nogi i nauczyć się czegoś w tym procesie. Nie robią tego jednak bez słuchania innych muzyków. Trochę ich wziąłem na smycz i zaczęli słuchać, co tak naprawdę grają inni chłopcy w pokoju ? każdy włączył się do twórczej całości.

Czy miałeś jakieś obawy przed pierwszym występem Puscifer w Las Vegas w lutym?

O tak, cały ten projekt postępuje i rozwija się. Wszystkie jego części będą wciąż przemieniały się. On cały czas rośnie i rozszerza się. Nigdy nie będzie całkowicie zakończony. To jak oglądanie jednego z tych programów komputerowych symulujących chaos. To bardzo wyzwalająca myśl.

Czy uważasz, że w tej muzyce przejawia się szczególnie dionizyjska myśl? Że popiera klasyczną grecką filozofię, która mówi, by być radosnym i korzystać z życia.

Tak, z całą pewnością. Na pewno jest w to też wplątana pewna dyscyplina. Jest praca, skupienie i wiele włożonych w to myśli. To jak projektowanie sytuacji i pozwalanie by przemieniała się sama wykonując pracę. Na pewno jest też dużo z rozrywkowej strony muzyki, ale cały czas trzeba zachować rygorystyczny stosunek i stosować wypróbowane metody. Nie próbujemy tego robić bez przygotowania, czy iść na żywioł.

Pod pewnymi względami wydaje mi się, że zająłeś się czymś w rodzaju hip-hopowej przedsiębiorczości. Mówię głównie o twoim nastawieniu do budowania pusciferowego imperium w odniesieniu do marketingu i kolekcji ubrań.

Co za paskudne słowo! [śmieje się] Mówię o ?hip-hopie?, nie o ?przedsiębiorczości?. Boże błogosław Tommy Lee. Nie podążam tą drogą.

Bardziej precyzyjnie – jest związek pomiędzy biznesem a muzyką.

Tak. Ogólnie lubię tworzyć sztukę. Mam pomysły i chce je wyrażać. Jestem twórczym stworzeniem. Czuję się zmuszony by ruszyć się i poznawać wszystkie rodzaje przygód. Uważam, że życie jest zbyt krótkie, by nie tworzyć czegoś wraz z każdym oddechem. Jeśli mamy bluzę [śmiech], popielniczkę, ciekawy gadżet, piosenkę, butelkę wina, parę butów i kawałek filmu ? to mamy proces twórczy.

Na ile sposób myślenia przy pisaniu muzyki przypomina ten przy robieniu wina?

Sposoby w jaki tworzę muzykę i wino są bardzo podobne. Uważam, że większość najlepszych win pochodzi z regionów w których plantatorzy wina pozwalają krajobrazowi wyrazić siebie. Wytwórca, który uczestniczy w tym procesie ? pracując z tym co ma, pozwala by słońce i deszcz pokierowały jego ruchami i pozwoliły winogronom stać się winem którym chcą się stać. To taki sam proces jak z muzyką. Raczej pozwalamy muzyce zaistnieć niż naginamy ją do naszego planu.

Czy maskotka obcego przyciąga wszystkich do świata Puscifera?

Ona jest tu panią domu. Pani Puscifer jest rdzeniem tego pomysłu. To coś jak startowanie na mieszance pozaziemskiej niewiadomej z płodną figurą i kreatywną siłą. Masz ziemską figurę i energię figury z Wenus. To jest to czym ona jest ? tą emocjonalną, nieprzewidywalną siłą ? jak pogoda.

Jakie wymagania stoją przed osobą, która chciałaby dołączyć do kolektywu stworzonego przez ciebie?

Związek? Stworzyliśmy związek – rdzeń ludzi. Bardzo chronimy nasz proces twórczy i nikomu nie pozwalamy po prostu wejść. Taki ktoś musiałby być kimś zaufanym. Mieliśmy wiele tras, więc poznaliśmy mnóstwo ludzi. Nie poznajesz się z nimi wszystkimi, ale z kilkoma i jest ku temu powód. Musisz honorować tę szansę na spotkanie ? ichi-go ichi-e japońska ceremonia herbaty się zbliża ? i wchodzisz w to.

Współpracujesz z ludźmi z którymi związki nawiązałeś prawie dwadzieścia lat temu w Los Angeles. Czy praca z nimi nad Pusciferem zatacza koło?

W ten sposób ? tak, zatacza. Szczególnie jeśli mówimy o wracaniu i spędzaniu trochę czasu z komikami, z którymi zwykłem pracować. To odświeżające widzieć gdzie oni zaczynali, a gdzie skończyli. Kierujemy kilka z tych fajnych pomysłów, które kiedyś mieliśmy. Obecnie technologia umożliwia nam realizowanie tych wizji. Strony jak Funnyordie.com są fantastyczne. Są tam ludzie ze świetnymi skryptami i pomysłami na które nigdy byś nie wpadł. Wykonawcy do końca tego nie rozumieją, a filmowcy mówią ?Niech to, sami to nakręcimy?. Kręcą to i wstawiają na YouTube, albo Funnyordie.

To świetne, że każdy może dolożyć swój głos do projektu, ale czy nie czujesz, że traci na tym jakość? Kiedy zaczynałeś z Toolem, zyskałeś miejsce w zbiorowej świadomości jako zespół podczas gdy obecnie, aż za łatwo jest być usłyszanym.

Uważam, że trudno jest trafić do większej ilości słuchaczy. Znacznie prościej jest trafić do kilku, co jest moim zdaniem lepszym wyjściem. Pomysł podbijania świata, robienia wielkich rzeczy i bycia na językach wielu osób był naszą zgubą. Ktoś kto wyłania się ze świetnym przepisem na ciasteczka, albo dżem, nagle myśli, że musi znaleźć się w każdym markecie. Nie musi. Możesz zwyczajnie sprzedać swoje wyroby do małego sklepu w twoim regionie sprawiając, że twoje życie będzie dobre i szczęśliwe. To wybór pomiędzy stylami życia. To znacznie bardziej satysfakcjonujący sposób życia, bardziej niż bycie zestresowanym o swój interes mając wszystkie palce w cieście i starając się uczynić swój biznes globalnym. Utrzymaj to w jednym regionie.

To sprawia, że skupiamy się znowu na sztuce…

Racja. Szczególnie w dzisiejszych dniach trudno jest zrobić z muzyki żyjący biznes. Sprowadza się to do ludzi, którzy chcą robić muzykę dla samego tworzenia, nie dla sławy.

Na twojej stronie jest intrygujący cytat Jamesa Browna: ?Nauczyłem ich wszystkiego, co wiedzą, a nie wszystkiego co ja wiem?. Czy to mówi o pewnej tajemniczości którą powinien mieć artysta?

Myślę, że tak. Chcesz zachować kilka magicznych sztuczek zamkniętych w skrzyni.

Jaki będzie następny krok Puscifera?

Prawdopodobnie nagramy kilka utworów, ale bardziej prawdopodobna jest perspektywa wyjazdu na kilka występów w całym kraju. Tak naprawdę nie chcemy organizować tourne. Jesteśmy skupieni na wchodzeniu i robieniu artystycznych instalacji w miejscach gdzie będziemy dawać przedstawienia dwie noce z rzędu. Robimy to w mniejszych, bardziej intymnych miastach ? takich jak te w którym znajduje się Club Nokia. W Teksasie szukamy ciekawych miejsc ze sceną , takich jak Austin albo Houston.

Czy Los Angeles to dobre miejsce na coś takiego?

Nie, na pewno nie [śmiech]. Szczerze uważam, że Vegas to lepsze miejsce, bo zanim jeszcze powiesz ?Vegas? masz już język w gardle. Cokolwiek się zdarzy, jest zabawą, jest weekend, to jest impreza i możesz się zabawić. W Los Angeles jesteś pod mikroskopem i wszyscy są tacy sterani. Naprawdę trudno to sprzedać. Myślę, że to powinno być odświeżające. Jest wiele grup teatralnych i klubów wokół miasta które poddały się w próbach zadziwienia ludzi i po prostu robią swoje. To wspaniałe. W zasadzie to nie widzisz ich dopóki nie znajdziesz się w sąsiedztwie tych klubów i teatrów, by zobaczyć i spróbować rzeczy takimi jakie są. Są tu mali piekarze, którzy robią swoje, co jest w porządku. Kiedy w moim przypadku dochodzi do czegoś takiego, pojawia się na tym od razu skupienie z powodu innych moich projektów, które kończą pod mikroskopem.

To niesprawiedliwe, bo to jest czymś zupełnie odmiennym od wszystkiego innego co zrobiłeś.

Tak. Wiesz ? ludzie reagują na plan marketingowy. Jesteśmy Amerykanami. To siedzi głęboko w nas. Tu wszystko jest wygodnie zapakowane, więc kiedy wychodzisz z czymś takim do ludzi, ciężko jest im to zrozumieć.

?V? is for Vagina przywołuje wiele obrazów, odtwarzanych bardziej jak film noir niż album.

Tak, a te utwory nie są ukończone. Są zakończone w tym znaczeniu, że są zakończone na tyle na ile zawsze będą, ale główną ideą było sianie ziaren. To właśnie to co Matt i ja zrobiliśmy w trasie z garstką przyjaciół-muzyków w pokojach hotelowych i w studiach w dniach w trasie. To te wersje. To właśnie się dzieje, gdy twoje gardło jest wyczerpane, tak jak ty sam i nie byłeś we własnym łóżku od 2 miesięcy. Byłeś na planach, albo w autobusie i oto co z tego wynika. Powstrzymując się od tego, zrobiliśmy cały remixowy stuff. Teraz nazywamy je remixami, ale tak naprawdę są to po prostu inne wersje utworów. Nie ma ?jedynej wersji? utworów, które tu robimy. To zawsze się będzie zmieniać.

Jak wybrałeś remixy na ?V? is for Vagina?

Sięgałem po każdego, kto był dostępny w moim małym kręgu znajomych. Mówiłem im ?Hej, chcecie ten utwór??. Odpowiedzią było ?tak?, albo ?nie?. Tak to właśnie robiłem. Nie odrzucaliśmy jakichkolwiek remixów które weszły. Prawie każdy po kogo sięgnęliśmy, żeby zrobił remix ? wychodził na płycie. Niczego nie filtrowaliśmy.

Czy to fajne, zwyczajnie dodawać utwory do płyty, bez martwienia się o opinię wytwórni płytowej?

Kiedy chcesz stać się niezależny w tej branży, nie otrzymujesz wsparcia od reszty jednostek. Wszyscy są przekonani, że powinieneś przejść przez te wszystkie główne kanały, by to zrobić. To zwyczajne lenistwo ze strony menadżerów, agentów, wytwórni i wszystkiego pomiędzy. Oni zwyczajnie wybierają łatwiejszą drogę, a artyści nie posiadający stopnia naukowego w ekonomii albo marketingu, zwyczajnie nie wiedzą, że istnieją inne sposoby – albo są leniwi, albo pijani [śmiech].

Tłumaczył Blue Apocalypse

3 Responses to “2009-08-09 Maynard James Keenan dla ARTISTdirect.com”

Skomentuj

You must be logged in to post a comment.