2010-03-21 Abecadło trupy Puscifer

 
Maynard James Keenan jest Pusciferem. Ale to nie o to chodzi.
 
Jako jedyna stała część trupy, znany jako wokalista Toola i APC, zaczął całą te hecę w latach ’90. Plotki o Pusciferze zaistniały w eterze na długo wcześniej, z mnóstwem potencjalnych współpracowników. Ostatecznie, powstała pełnometrażowa płyta pełna groove’ovych, seksualnych i modernistycznych utworów zatytułowana „V is for Vagina”, w której mieli swój udział Lustmord, Danny Lohner, Tim Alexander, Joe Barresi i inni, wszystko finansowane przez Keenana. Drugie dwanaście czy więcej osób zostało zaangażowanych w płytę „V is for Viagra: Remix’y”.
 
No i są jeszcze występy na żywo, w których bierze udział rosnące grono artystów i filmowców (film jest dużą częścią, mówi Keenan). Inna rzecz – zmieniający się wystrój sceny podczas trasy, na każdy wieczór inny, nieujawniany przed występem.
 
I jeszcze linia odzieżowa. No bez jaj!
 
Zadaniem Keenana jest organizacja tego wszystkiego. Duża rzecz jak na gościa, który już jest frontmanem uznanego na świecie zespołu rockowego i posiada i prowadzi winiarnię, o której nakręcono dokument – „Blood into wine”. Myślcie o nim jak o konferansjerze, generale (nawet ubiera się tak na występy), frontmanie albo mistrzu ceremonii. Jak chcecie. Ale spodziewajcie się wszystkiego.
 

Wyglądałeś tak na scenie, gdy Puscifer był w powijakach. To znaczy, że występy na żywo ciągle są w fazie początkowej?

 
Zawsze tak będzie, bo to zawsze będzie się rozwijać. Ostatnio wprowadziliśmy całkiem nową scenerię, skaczemy od pomysłu do pomysłu. Gdy mamy dwa występy w jednym mieście – zawsze oba mają inną aranżację.
 

Widziałem informację od ciebie o czterech możliwych nowych aranżacjach.

 
Budujemy arsenał aranżacji, więc wychodząc na scenę, zależnie od miejsca, pogody, publiki, możemy wybrać jedną i być wszechstronni wystarczająco, by trzymać to w tajemnicy na dany wieczór. W ten sposób to nowe doświadczenie. Ludzie nie mogą wiedzieć czego się spodziewać.
 

Myślałem o TLA w Philly, Grand Ballrom i Apollo Theatre. Myślałem, że do konkretnego show wymagasz konkretnego miejsca. Ale to miejsce decyduje który show pokazujecie?

 
Coś w tym stylu. Wszystko musi byś pewne, musimy mieć wystarczająco dużo miejsca ze względu na przebieg show. To po prostu konieczne. Dotąd nie wymyśliliśmy występu możliwego do zrealizowania na małej scenie klubowej. Teraz raczej ulepszamy wszystko. Przygotowujemy imprezę, jeśli wolisz.
 

Wyglądasz jakbyś przyjmował rolę kaznodziei, z białym frakiem i telewizyjnymi zbliżeniami. Masz takie nastawienie psychiczne, gdy występujesz?

 
Nie, chodzi raczej o praktyczność. Musimy ustawić na scenie dużo ustrojstwa, żeby sztuka mogła się odbyć i, pomijając kwestie techniczne, dźwięk i przedstawienie muszą być na pierwszym miejscu, takie, jakie są naprawdę. Wszystko musi działać bez zgrzytów.
 

Czy czujesz więcej zagrożenia albo spontaniczności przy występach Puscifera niż przy innych twoich zespołach?

 
Myślę, że zawarte jest nieco więcej chaosu bo tyle spraw musi działać razem i tyle rzeczy, które mogą się nie udać, bo zależą od czasu. To czyni, że jesteśmy trochę spięci – my, jako aktorzy – bo dużo się dzieje. Wiesz, nie ma fajerwerków i innych takich, ale to definitywnie wymagające.
 

Więc, porównując z APC czy Toolem, to dla ciebie trudniejsze?

 
Powiedziałbym, że po prostu inne. Inne elementy. Mnóstwo musi być zrobione zanim show się zacznie. Musimy nagrać mnóstwo filmów, edytować, dogrywać, nagrać, poprawić, zacząć od nowa, sprawić, żeby działało i upewnić się, że technologia będzie w stanie to pokazać. Taki projekt nie mógłby się wydarzyć w ’95. Wtedy to wszystko kosztowałoby pół miliona dolarów. A teraz możemy to zrobić. A nawet gdyby nam się wtedy udało – gdzie byśmy to pokazali? Nawet MTV przestało pokazywać klipy w ’95.
Nie było YouTube, więc nie mogliśmy pokazywać tam. Uważam, że technologia jest tym, czego ten projekt potrzebował. To znaczy, jesteśmy niezależni, naprawdę. Nie ma cenzorowania okładek, nie trzeba poręczeń, nikt nie mówi co masz robić, nie musimy walić do drzwi stacji radiowych, żeby nas grali. Jesteśmy naprawdę na swoim.
 

Pierwszy raz wspomniałeś o swojej wizji Puscifera w Mr. Show lata temu?

 
Zaczęło się w ’95. Już wtedy robiliśmy trochę na scenie. Było dużo łatwiej, bo musieliśmy podarować sobie robienie klipów. Ograniczaliśmy się do skeczy komediowych ze wszystkimi, którzy byli danego wieczora na scenie.
Laura Milligan prowadziła show i miała tylu różnych ludzi przychodzących i robiących swoje. Wszyscy ludzie z Mr. Show, Kathy Griffin, Craig Anton, każdy robił swoje. A na koniec wieczoru ja coś robiłem – bo zespół jej chłopaka się nie pojawiał; albo improwizowany hardrock albo zespół country – innego wieczora występ zamykało Tenacious D. Było fajnie pracować nad tym wszystkim. Ale żeby wznieść to wyżej, potrzeba było video, które wstrzymywało cały proces.
 

Zrobiłeś filmy do wszystkich piosenek?

 
Właściwie tak. Niektóre są podobne ale generalnie podczas każdej piosenki danego wieczora będzie inna wizualizacja.
 

Na wschodnim wybrzeżu wszystkie występy miały inne aranżacje?

 
Tak. Każdy występ był inny.
 

Jak zmienił się skład od zeszłego roku?

 
Tym razem nie ma z nami Juliette Commagere. Nie mamy Gila i Rani Sharone. Tym razem będą to prawdopodobnie Tim Alexander i Mat Michell, Jaff i Matt McJunkins z Ashes Divide, sekcje rytmiczne. Johnny Polonski na gitarze i Carina Round na akustyku, mandolinie i wokalu. Podstawowy skład. I oczywiście sekcje rytmiczne będą się zmieniać, zależnie od show.
 

Jak elastyczny jest ten kolektyw? Wygląda to jak twój projekt solowy z mnóstwem zaangażowanych ludzi.

 
To musi być elastyczne, bo np. dlatego jedzie z nami Carina Round, że Juliette jest w trasie. Myśleliśmy, że Juliette wróci jeszcze podczas tej trasy, ale Carina nauczyła się wszystkich piosenek i elastyczności tego, co się dzieje, więc zostanie z nami do końca. Ale gdy będziemy mieli czas, żeby wszystko na nowo poukładać, i dla Juliette znajdzie się miejsce.
To, że mają własne projekty jest bardzo istotne. Bo gdy Mat, Tim i ja zaczniemy szukać ludzi na następną trasę, na pewno będziemy nagrywać filmy i muzykę. Nie każdy będzie musiał tam być, więc będą musieli zająć się sobą. Jak powiedziałem, nie mogę ich trzymać na liście płac.
 

Nie jest to jednocześnie pobudzające i rozpraszające, mieć tylu kreatywnych indywidualistów?

 
Nie, musisz się po prostu skoncentrować. Dużo trzeba organizować i skupiasz się na najistotniejszych rzeczach. Skupiasz się na secie i myślisz „jak zagrać „Queen Bee” albo „Undertaker” w tym secie?” I koncentrujemy się na tym secie, ćwicząc go razem ze wszystkim. To dużo pracy i dużo przygotowań. Więc gdy jesteśmy w trasie, nie ma zbyt dużej elastyczności podczas show. Jest trochę improwizacji, trochę pomyłek, ale generalnie, w 90 procentach, jesteśmy pewni co robimy.
 

Przewidujecie komediowe wstępy?

 
Tak. Mamy początkowe akty ludzi, którzy z nami pracują. W Nowym Jorku Neila Hamburgera, na innych występach Uncle Scratch’s Gospel Revival.
 

Ostatnio wydane EP było dostępne tylko w wersji cyfrowej, tak jak mixy Lustmorda. Planujecie wydawać płyty fizycznie?

 
Jeszcze nie. Gdy projekt się rozwinie i nabierze rozpędu, może wydamy CD. Na pewno winyle. Ale zamierzam polegać na sprzedaży cyfrowej żeby ufundować produkcję, bo, jeszcze raz, jesteśmy niezależni i wypisywanie czeku na płyty wydaje się jakby głupie w tym momencie.
Myślę, że ludzie lubią mieć CD w ręce, ale nie zdają sobie sprawy, że żeby to się opłacało, muszę zrobić ich tysiące a później mogę sobie ułożyć z nich stos. Nie zrobię tego dopóki sprzedaż cyfrowa nie pokaże, że warto. Może następnym razem zrobimy jakieś DVD. Ale na pewno zrobimy winyle. Format winylu jest bardziej zabawny, możesz umieścić więcej obrazów na 12-calowej powierzchni. To wspaniałe.
 

Więc zrobicie DVD?

 
Pewnego dnia. Jeśli wypuścimy DVD, to nie będzie Puscifer Live, raczej Sezon 1, pierwszy odcinek z dwunastu. Bo to nie zespół, tylko trupa. I to przedstawienie, nie koncert.
 

Mówiąc terminami muzyki, praca nad utworami Toola była bardzo analityczna. Czy praca nad materiałem, który jest niemal fizyczny, jest odświeżająca?

 
Na swój sposób, tak, ale jeśli rozpracujesz na części tę muzykę, zrozumiesz, że dzieje się tam mniej więcej tyle samo. Różnica jest w prezentacji. To co robimy musi być częściowo intelektualne, bardziej pierwotne. Tak jest.
 

Możesz powiedzieć coś o tym dokumencie z twoją winnicą? Byłeś tylko maskotką filmowców?

 
Tak było w dokumencie Heart of The Drum Machine, gdzie kręcili się wokół i zadawali pytania muzykom i aktorom o tym co znaczy dla nich dźwięk, jak i na jakim poziomie wpływa, tylko ten rodzaj komunikacji. Byłem zajęty robotą, więc jakby musieli do mnie przyjść i zobaczyć winnicę. Gdy ją zobaczyli, powiedzieli „o, chyba wiemy o czym zrobimy następny dokument”. Zajęło im trochę czasu przekonanie nas do tego pomysłu, ale uznałem, że to ważne, żeby ludzie zobaczyli co się tu dzieje.
Zauważyłeś, że ekonomia się wali? Myślę, że znalazłem rozwiązanie. Uspokój się i stań lokalny. Ten film definitywnie pokaże, że słowa „dbanie o środowisko” to nie tylko hasełko na etykietce Whole Foods. To ważne. To coś, co możesz zrobić. Więc ten dokument, na swój sposób, może pokazać ludziom, że kupowanie Prius może ochronić środowisko. Odnalezienie komunikacji z miejscem, w którym żyjesz może na swój sposób uzdrowić sytuację.
 
Tłumaczył seb_135

Skomentuj

You must be logged in to post a comment.